O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ulubione
Tagi
kontakt z autorem: g.tinsky@gazeta.pl
Gregory Tinsky![]() Создайте свою визитку |
środa, 25 kwietnia 2012
![]() Ten przystojniak obecnie zarządza 7,5% powierzchni kuli ziemskiej
Trzeba przyznać rację Włodzimierzowi Putinowi – ma człowiek świetne pomysły których zabrakło nawet jego imiennikowi Leninowi kiedy pisał swoje historyczne dzieło „Jak nam odbudować Rosję”. Obecny premier i jednocześnie prezydent-elekt doszedł do wniosku że Rosja chyba jest za duża żeby odbudowywać ją w całości i z tego powodu postanowił stworzyć gigantyczną spółkę skarbu państwa która będzie zarządzała Dalekim Wschodem oraz Syberią. Jest to 60% jednej ósmej części świata którą jest terytorium Rosji. Jeśli połączyć kalkulator z wykształceniem w granicach podstawówki łatwo zrozumieć że chodzi nie mniej nie więcej jak o 7,5% powierzchni naszej planety. Nieźle, co? Nic podobnego w dzisiejszym świecie nie istnieje. Ale jak kto dobrze zna historię może przypomnieć sobie British East India Company która zarządzała też niezłym kawałkiem Imperium Brytyjskiego na Dalekim Wschodzie oraz Azji Południowo-Wschodniej od roku 1600 i aż do roku 1858. Podobieństwo nowej Rosyjskiej superkorporacji do jej historycznej poprzednicy polega nie tylko na zarządzaniu ogromnym terytorium ale i na uwolnieniu od przestrzegania wszystkich ustaw regulujących działalność biznesową w Rosji w ten sam sposób jak to było zrobione królową angielską Elżbietą ponad 400 lat temu. Ale dla zarządzania taką potęgą potrzebna jest postać też nie byle jaka. Właścicielem 7,5% kuli ziemskiej może zostać tylko osoba która jest intellektualnie i merytorycznie przygotowana do tej wielkiej misji. Rosja jest bardzo bogata ludźmi utalentowanymi i niech nie budzi wątpliwości niedojrzałych krytyków obecnej władzy, którzy mają tupet nazywać się demokratyczną opozycją, ta zupełnie przypadkowa okoliczność że wszyscy Rosyjscy bogacze oraz wysokiej rangi urzędnicy są bliskimi znajomymi, kolesiami lub krewnymi pomysłodawcy stworzenia Russian Far East&Syberian Company. Wśród wszystkich osób z tych trzech kategorii została starannie wybrana najlepsza kandydatura: eks- marszałek Dumy, eks-przewodniczący Jednej Rosji (ulubionej partii narodu Rosyjskiego ogólnie znanej jak „Partia złodziei i oszustów”), eks-minister spraw wewnętrznych Rosji i co jest najbardziej cenione dziś na Kremlu - eks-członek spółdzielni „Jezioro” w której miał daczę obok daczy eks-prezydenta, a w przyszłości eks-premiera i ponownie prezydenta - pan Boris Gryzłow. Jest to postać nie tuzinkowa: wysoki, szczupły, przystojny, z siwym wąsikiem i znów co jest najbardziej dziś cenione na Kremlu pozbawiony ambicji i bardzo posłuszny obecnemu premierowi człowiek który swoim zachowaniem zasłużył na przydomek „Android” i to nie z powodu nazwy oprogramowania dla smartfonów lecz z powodu tego że wykonuje rozkazy Putina bezzwłocznie i bezmyślnie. Jeszcze w roku 2004 był razem z prezydentem Kwaśniewskim na Kijowskim majdanie w okresie rewolucji pomarańczowej. Wstrząśnięty potencjałem intellektualnym ówczesnego marszałka Dumy Kwaśniewski bardzo nieprzychylnie ocharakterizował pana Gryzłowa jak to się mówi w krótkich żołnierskich słowach czym spowodował swoją drogą nową zimę w stosunkach polsko-rosyjskich. Putin jest człowiekiem który bardzo ceni przyjaźń. Nigdy nie zapomniał o żadnym ze swoich kumpli. Tak że temu kto ma szczęście bycia przyjacielem Putina można tylko pozazdrościć – może nie obawiać się biedy. Pozostaje tylko jedne pytanie: jak długo naród Rosyjski będzie tolerował prawdziwych przyjaciół Putina ilość których przekracza wielokrotnie ilość przyjaciół Danny Ocean`a.
sobota, 14 kwietnia 2012
![]() Oleg Szein po 29 dniach strajku głodowego To mało znane poza granicami Rosji miasto ma szansę pozostać w historii jako kolebka rewolucji demokratycznej XXI stulecia. Wbrew rozpowszechnionej opinii że centrum nie zadowolenia społecznego w Rosji znajduje się w Moskwie no jeszcze może w Petersburgu, tym razem zawrzało w Astrachaniu - obwodowym centrum z niedużą jak na Rosyjskie warunki ilością mieszkańców - około 500 000. Po wyborach samorządowych które odbyli się razem z prezydenckimi - 4 marca kandydat na stanowisko burmistrza miasta Oleg Szein wyraził niezgodę z ich wynikami i ogłosił strajk głodowy. Na dzień dzisiejszy głoduje już 29 dni.Były poseł na Dumę z ramienia kieszonkowej opozycyjnej partii Kremla Sprawiedliwa Rosja nie był zbyt znaną osobą w kraju. Ale teraz jest sztandarem ruchu demokratycznego. Podtrzymać na duchu niedoszłego burmistrza-buntownika przyjechała cała stołeczna śmietanka opozycyjna - Aleksiej Nawalny, Ksenia Sobczak, Ilia Jaszyn, Ilia Ponomariow i wielu innych którzy poprzez Facebook i Twitter zebrali około 300 osób z innych miast. Dziś w Astrachaniu odbył się wiec w którym uczęstniczyło wedle różnych ocen od 3 do 5 tysięcy. Władza wykorzystała przeciwko nim wypróbowaną metodę zbierania anty-wieca który to miał podtrzymać nowego burmistrza zwycięzcę sfałszowanych wyborów. Ale bez względu na tak zwany resurs administracyjny czyli na przymusowe "zaproszenia" pracowników budżetówki uzależnionych od burmistrza zebrało się najwyżej 500 osób większość z których od razu po zakończeniu anty-wieca udali się do wieca Szeina. Ksenia Sobczak bezpośrednio z Astrachania zaprezentowała wydanie specjalne swojego programu telewizyjnego Gosdep2 (jest to skrót od Rosyjskiej nazwy Departamentu Stanu USA) który jak utrzymuje Kreml opłaca opozycję Rosyjską. Po raz pierwszy w nowej historii Rosji centrum ruchu protestu okazał się w mieście prowincjonalnym i po raz pierwszy władza chyba nie wie co z tym robić. Jak zawsze w historii bohaterskiej istnieje drugie dno - farsa. Do Astrachania był zmuszony przylecieć szef Sprawiedliwej Rosji Sergiej Mironow - były marszałek Senatu Rosji. Okazał się w bardzo niezręcznej sytuacji czyli pełnił rolę dekoru ruchu protestu będąc przyjacielem osobistym prezydenta-elekta wybory którego też nie byli wzorem demokracji. Na razie nie wiadomo czym to wszystko się skończy. Szein jest wykończony głodówką i ma teraz do wyboru: umrzeć lub zrezygnować ze strajku. Władza też ma nie najlepszy wybór - przystać na warunki opozycji i rozpisać nowe wybory w Astrachaniu dając tym do zrozumienia innym że jest zmuszona liczyć się z Ruchem protestu lub zostać oskarżona o morderstwo Szeina. Nie jest to łatwy wybór. ![]() Dzisiaj w Astrachaniu
czwartek, 05 kwietnia 2012
Napis głosi: Żeby wygłaszać kazania trzeba wyznawać przykazania Ostatnio głowa cerkwi Rosyjskiej został newsmakerem numer jeden. Po aresztowaniu dziewcząt z punk-zespołu Pussy Riots którzy odprawili w głównej Rosyjskiej cerkwi Chrystusa Zbawiciela msze punkową oraz skandalu z odzyskaniem 500 000 euro za sprzątanie mieszkania Cyrila nadeszła pora nowego skandalu. Głowie cerkwi zarzucają zbyt szykowny tryb życia. Najświętszy Patriarcha nie jest przykładem skromności dla wiernych - kocha luksus. Lubi różne luksusowe bajery. Na stronie cerkiewnej w roku 2009 zostało umieszczone zdjęcie Cyrila z ministrem sprawiedliwości Rosji. Dobrze widać na tym zdjęciu luksusowy zegar Breguet warty 30 000 euro na ręce ojca świętego. Cyril zaprzeczył temu że ma taki drogi zegar a po przedruku zdjęcia ze strony samo zdjęcie uległo redagowaniu Photoshopem. Oto jego skutek.
Jak dobrze widać w skutku zegar zniknął ale odzwiercedlenie na stole pozostało. Chyba jest to kolejny cud cerkiewny.
środa, 04 kwietnia 2012
![]() Kilka dni temu we własnym mieszkaniu w centrum Moskwy został znaleziony z kulą w głowie były szef Pierwszego Głównego Zarządu (Wywiad Zewnętrzny) KGB ZSRR generał Leonid Szebarszyn. Należał do tej chyba już nie istniejącej kategorii czekistów którzy nie obracali milionami dolarów ukradzionych z budżetu państwa, nie uprawiali łapówkarstwa i nie mieli kont bankowych w Szwajcarii. Nie wiem czy był przekonanym komunistą ale na pewno był uczciwym człowiekiem który wykonywał swoje obowiązki wedle zasady "to serve and protect". Bronił swój kraj ale nie potrafił obronić się przed ciężką chorobą i samotnością. Siedem lat temu stracił żonę a samobójstwo popełnił tego dnia kiedy ostatecznie stracił wzrok. Nigdy w życiu nie przyszło by mnie do głowy napisać panegiryk generałowi KGB ale Szebarszyn był nie tylko generałem tej nie zbyt lubianej w Rosji organizacji, lecz do tego inteligentnym człowiekiem który miał ostry język i nie wahał się w ocenie dzisiejszej władzy Rosyjskiej. "Uważam za obrażające zdanie że nasz wielki naród nie jest w stanie odnaleźć alternatywę obecnej władzy. Jakby zabrakło u nas nowych łotrów, oszustów i szarlatanów" Nieźle jak na generała KGB. Jeszcze kilka perełek z generalskich fraszek:
-Mamy wszystko przed sobą. Właśnie ta myśl mnie niepokoi. -Większość idzie do polityki gdyż jest to interes bardziej dochodowy niż rabunek zbrojny. -Jeżeliby raj istniał, nie byłoby żadnych ateistów. -W naszym rządzie trzeba stworzyć Departament dla kontaktów z przestępczością. -To baranów popędzają, my idziemy dobrowolnie. -Jak informuje Rosyjski Urząd Statystyczny Rosjanie najczęściej umierają z tej przyczyny że żyją w Rosji. -Demokracja podzieliła społeczeństwo: połowa ją nienawidzi, druga połowa z niej się śmieje. Dziwnie że taki człowiek kierował wywiadem radzieckim, chyba ktoś z Human Research KGB przegapił jego poglądy na życie. To by było wszystko o przyzwoitym człowieku który godnie odszedł kiedy nie poradził z chorobą ale przeczytałem na pewnym portalu Polskim który uważałem za zaprzyjaźniony głupie spekulację na temat trzech kul znalezionych w głowie generała. Znalazłem artykuł Rosyjski w którym mówi się o trzech kulach ale sens tej informacji jest zupełnie inny. Koledzy, proszę uprzejmie nie korzystać z Google Translate, bo cholernie kłamie. Proszę uwierzyć że Leonid Szebarszyn był godnym szacunku człowiekiem i nie trzeba obrażać pamięci naprawdę wyjątkowego generała KGB niestosowną płotką tym bardziej że powstała przez language misunderstanding.
sobota, 31 marca 2012
![]() Chyba tłumaczenie nie jest konieczne Protesty grudniowe i styczniowe w Moskwie uświadomili Putinowi że utrzymać władzę bez zmian ustroju politycznego chyba będzie trudno. Z tego powodu rękami odchodzącego prezydenta Miedwiediewa zaczyna się remont systemu. Robi się to w trybie bez przesady alarmowym. Prędkość zmian naprawdę robi wrażenie. W ciągu trzech miesięcy ustawodawstwo dotyczące rejestracji partii politycznych i kontroli partii ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości zostało zmienione. Przed tym dla rejestracji partii potrzebna było nie mniej 45 000 członków partii i do tego partia powinna była posiadać przedstawicielstwo w każdym obwodzie kraju (jest ich 83). Oprócz tego Ministerstwo Sprawiedliwości miało kontrolować każdą partie co rok sprawdzając dokumenty wewnętrzne - protokoły walnych zgromadzeń, zgodność z prawem decyzji organów partyjnych i jeszcze wielu różnych rzeczy. Właśnie dzięki tego rodzaju kontroli przed wyborami do Dumy miliarder Michaił Prochorow stracił kontrole nad partia "Słuszna Sprawa" prezesem której został kilka miesięcy przed tym. Jest to swego rodzaju wrogie przyjęcie partii które przypomina wrogie przyjęcie przedsiębiorstwa w życiu gospodarczym. Teraz tego wszystkiego nie będzie. Ilość członków partii potrzebna do rejestracji obniżona i wynosi tylko 500 osób, rola Ministerstwa Sprawiedliwości - zmniejszona. Nowa ustawa rzekomo musi demokratyzować życie partyjne w kraju, ale... Już się zaczęli spekulacji na temat nowego ustawodawstwa. Komentatorzy uważają że teraz w Rosji może powstać nowy rodzaj biznesu - rejestracja partii na sprzedaż. Brzmi to dla Europejczyków dziwnie ale w Rosji nawet nie budzi wątpliwości. Przedsiębiorcy od polityki na pewno wykorzystają możliwość zarobku na rejestracji tak jak sprzedają gotowe firmy w rajach podatkowych. Oprócz tych biznesmenów znajdą się na pewno i chętni zarejestrować partię po to żeby uprawiać politykę. Takich też jest nie mało - około 80. Wśród nich - Partia Subtropikalna, Partia Wiejska, Partia Piratska, Partia Dobrzy Ludzie Rosji i nawet Partia Dekalogu i dwie partii "Przeciwko wszystkim" Co dalej? Chyba teraz władza postanowiła zmienić restrykcji na bałagan. Będzie nie tak smutno jak przed tym, ale manipulować wszystkimi partiami Kremlowi się nie uda. W każdym bądź razie jak mawiał odchodzący prezydent Miedwiediew: Swoboda jest lepsza niż nie swoboda. Miał rację!
sobota, 24 marca 2012
Przedstawiciele Patriarchy Moskwy i Wszechrusi Cyryla uczynili wszystko w celu konfiskaty mieszkania jego sąsiada mieszkającego piętro niżej. Na podstawie decyzji moskiewskich sądów członek Rosyjskiej Akademii Nauk Jurij Szewczenko musi wpłacić dwadzieścia milionów rubli (około 500 000 euro) odszkodowania w charakterze rekompensaty za rzekomo wyrządzone szkody posiadłości zwierzchnika Kościoła Prawosławnego. Aresztowanie nieruchomości jest środkiem nakierowanym na wyegzekwowanie żądań powoda. Jurij Szewczenko oskarżany jest o to, że kurz z remontu w jego mieszkaniu wyrządził ogromne szkody majątkowi Patriarchy. W środowiskach kościelnych mówi się o tym, że w rzeczywistości mieszkanie po prostu stało się za ciasne dla Cyryla (jego powierzchnia wynosi jedynie 144 metrów kwadratowych), więc zapadła decyzją, żeby przerobić je w dwupoziomową. W tym celu za wszelką cenę trzeba było wysiedlić mieszkającego piętro niżej profesora Szewczenkę. Jak mówi przysłowie Rosyjskie - do Cara daleko, do Boga - wysoko. Tekst zostal pierwotnie umieszcony na portalu polish.ruvr.ru http://polish.ruvr.ru/2012_03_24/69428512/
niedziela, 18 marca 2012
Cisza na ulicach i placach Moskiewskich trwała nie długo. Po udanych wyborach władza postanowiła wyjaśnić narodowi że tysięcy protestujących - to zdrajcy opłacone z pieniędzy Departamentu Stanu USA. NTV właścicielem której jest państwowy Gazprom wyemitowała w zeszłą niedzielę film dokumentalny pod tytułem Anatomia Protestu. Film ten w bardzo przekonujący sposób udowodnił dla przeciętnego Iwanowa że opozycją jest przekupiona przez Zachód żeby urządzić pomarańczową rewolucję w Rosji. NTV jest znana ze swoich prowokacyjnych sposobów kręcenia filmów dokumentalnych ale tym razem chyba przesadziła. Zamiast filmu-dokumentu powstał film fabularny w którym zamiast prawdziwej opozycji na planie występują wynajęci aktorzy którzy chętnie opowiadają do kamery o tym że przyszli na wiec za pieniędzy. Jest jeszcze taki sposób – znana osoba udziela wywiadu dla NTV na temat powiedzmy piłki nożnej i mówi o przegranym meczu pod adresem piłkarzy: „Jest to banda idiotów która nic nie umie” OK, cięcie! W filmie ten wywiad występuje jako opinia eksperta na temat opozycji. NTV ośmieszyła się tym filmem kompletnie ogłaszając że opozycjoniści dostawali wynagrodzenie za udział w wiecach w postaci... ciastek. Dziś setki oburzonych ludzi przyszli pod siedzibę NTV. Czym to się skończyło możecie Państwo zobaczyć na zdjęciach. Wygląda na to że nic się jeszcze nie skończyło.
A ten napis jest zrobiony właśnie z tych ciasteczek za które opozycja została przekupiona. Kiedyś НТВ czyli NTV było skrótem od "Niezależna Telewizja". Jak dawno to było!
piątek, 16 marca 2012
Proszę uprzejmie wybaczyć mnie tą małą mistyfikację – trzy angielskie słowa powyżej nie są nazwą nowego filmu Clinta Eastwooda. To świadectwo nieuniknionej głobalizacji która dotarła do Moskwy. Dziewczyny z punk-zespołu Pussy Riots, którzy w okresie protestów Moskiewskich post i przed wyborczych stali po stronie protestujących i śpiewali pod oknami aresztu w którym osadzono protestujących i nawet na Placu Czerwonym, teraz sami okazali się za kratkami. Zostali oskarzeni o chuligaństwo połączone ze znieważeniem uczuć religijnych. Grozi dziewczynom nawet do 7 lat więzienia. Co takiego zrobili? Nie wiem jak to nazwać. Ktoś z niedowykrztalconych dziennikarzy nazwał to mszą punkową. Nie wiem co to jest, moim zdaniem po prostu zaśpiewali w cerkwi Chrystusa Zbawiciela w Moskwie. Ten występ możecie Państwo zobaczyć tu Mam nieodparte wrażenie że prokuratorom chodziło o tekst piosenki w którym jasnie brzmi pewne nazwisko. Cerkiew prawosławna uparcie mówi o obrażeniu uczuć religiynych, ale zostaję przy swoim zdaniu.
środa, 14 marca 2012
Na zdjęciu widzi Państwo zwycięzcę wyborów radnych do sejmiku rejonowego Szczukino (bogata dzielnica Moskwy) Maksima Katza. Poniżej – tekst jego agitacji przedwyborczej: "Nazywam się Maksim Katz, mam 27 lat, 4 marca odbędą się wybory do sejmiku Szczukino. Jest to zupełnie bezsensowny organ pozbawiony kompetencji. Większa część budżetu tego rejonu idzie na utrzymanie urzędu rejonowego. Średni wiek radnych – 63 lata. Nie ma żadnych przyczyn żeby to Państwa zainteresowało. Jednak postanowiłem wziąć udział w tych bezsensownych wyborach. Ten tekst jest wydrukowany za moje własne pieniędzy. Prowadzę interesy od 17 roku życia. Kiedy miałem 26 lat wybudowałem firmę międzynarodową w której zatrudniam ponad 500 osób. Firma jest obecna w wielu krajach świata, Z tego powodu często podróżuję. Zaciekawiło mnie dlaczego są miasta życie w których jest przyjemniej niż w innych. Przeczytałem dużo książek z których dowiedziałem się o istnieniu profesora Jana Gejła z Uniwersytetu w Kopenhagi. Za własne pieniędzy pojechałem do Kopenhagi gdzie nauczono mnie jak zrobić miasto bezpiecznym i wygodnym dla życia, jakie błędy zazwyczaj popełniają w trakcie planowania miast w różnych krajach. Dokładniej o tym można przeczytać na moim blogu maxkatz.lj.ru Bardzo mnie się chcę wykorzystać moją wiedzę w Moskwie. Ale nie jestem urzędnikiem, nie mam odpowiednich kontaktów i mam tylko jedną możliwość dostać się do władzy – wziąć udział w wyborach. Zdaję sobie sprawę z tego że nawet w przypadku zwycięstwa nie będę miał żadnych kompetencji – będzie to start kariery politycznej. Dostałem dużo porad nie mówić o tym wprost lecz obiecywać że będę walczył o wzrost pensji i emerytur oraz z korupcją. Doradzano mnie zmienić nazwisko i zrobić zdjęcie w garniturze. Ale żygać mnie się chcę z naszych polityków i dla tego piszę tu wszystko jak jest". Co do tego można dodać? Chyba tylko to że Maksim Katz jest zawodowym pokerzystą, jego firma międzynarodowa zajmuje się tym że daje pieniędzy graczom na udział w mistrzostwach i dostaje z tego procent z wygranej. W wieku 8 lat został wywieziony przez rodziców do Izraela i za 10 lat powrócił do Rosji.
środa, 07 marca 2012
27 ambasadorów UE którzy pożegnali się z Mińskiem nie zrobili żadnego wrażenia na Łukaszence. W roku 1998 wyrzucił ambasadora USA z jego willi i nawet nie uśmiechnął się. Kiedy w znak solidarności z amerikańskim kolegą tak samo jak dziś wszyscy ambasadorzy Unii opuścili Białoruś Aleksandr Grigorjewicz rzekł: „Powrócą, nie mają wyboru”. Jak się okazało, miał rację. W 2008 powtórzył ten „żarcik” – znów wyrzucił ambasadora super mocarstwa z kraju. Tym razem już o żadnej solidarności ambasadorów nie było mowy. Odwrotnie, za kilka miesięcy Unia zaczęła grać z Baćką w „liberalizację” wspomagając jego finansowo w złudnej nadziei zrobić z niego sojusznika w walce z Rosją. Baćka sprytnie wykorzystał tą pomoc żeby zagrać Rosji na nosie. Tym czasem obrót handlowy Białorusi z UE w roku 2011 powiększył się o 62% w porównaniu z rokiem 2010. Eksport z Bialorusi do krajów Unii też odnotował wzrost o 2,1 razy. I to, proszę zwrócić uwagę, po wydarzeniach 19 grudnia 2010. Czyli Zachód z jednej strony cały czas krytykował i groził Łukaszence a z drugiej - finansował jego reżym. Bruksela tłumaczyła taką politykę możliwymi skutkami embargo dla prostych Białorusinów. Bzdura! Przychody z eksportu idą do kieszeni Łukaszenki i jego zbirów, naród nie ma z tym nic wspólnego. UE importuje z Białorusi zaledwie 2% swojego importu produktów ropo pochodnych lecz dla Białorusi to połowa budżetu. Baćka rządzi od 18 lat. W tym czasie wymieniło się kilka pokoleń polityków Europejskich. Każdy z nich myśli że jest sprytniejszy od poprzedników ze da rady w przeciw staniu z Łukaszenko. Nic z tego. Kilka dni temu prezydent Łukaszenko udzielił wywiadu Rosyjskiej Służbie Wiadomości. W trakcie tej szczerej rozmowy Baćka powiedział ze europejczycy nie mają jaj. Czyżby miał rację?
niedziela, 04 marca 2012
Komentując zarzuty Zachodu wobec Białorusi oraz sankcję UE prezydent Białorusi powiedział że lepiej być dyktatorem niż „błekitnym”. „To jest histeria absolutna i jak można zauważyć liderami tu są politycy dwóch typów lub po prostu dwóch typów od polityki. Jedyn mieszka w Warszawie, drugi – w Berlinie”, - cytuje za swoim prezydentem agencja BelTA. „Jednemu z naszych sąsiadów
nie dajemy spokoju – to rozumiem, wiem że już są mapy u nich na których Mińsk
należy do Polski. Jasne że trzeba to w jakiś sposób podtrzymywać. Po to są takie deklaracji. Nie
wiem tylko co do tego ma naród polski lub co ma w ogóle do tych polityków. To
są obce ludzi dla Polski. Ci ludzie nie są polakami”, - powiedział dalej Łukaszenko. „Co do drugiego (jest
on różowy, lub błękitny) który krzyczy
coś o dyktatorze, kiedy to usłyszałem pomyślałem sobie: lepiej być dyktatorem
niż błekitnym. Ale Bóg z nim. Sprawa jest inna. Wszyscy
pamiętamy środek zeszłego wieku i co świat dostał od dyktatury. Nasz narod
jeszcze nie opamiętał sie od tych wydarzeń. Tak że nie tym panom zarzucać nam
dyktaturę. Nie chcę nawet rozmawiać na ten temat. 10-15 lat temu liderzy
Niemiec bardzo czule podchodziły do ofiar II Wojny Światowej, stali na
kolanach, przynosili kwiaty na groby. Straciliśmy jedną trzecią narodu w tej
wojnie. Jeszcze za to z nami nie rozliczyliście. Po co cały czas wywieracie presję na nas?”. Dalej Baćka powiedział że będzie bardzo
twardo reagował na „tak zwane sankcję”, gdyż „nikomu nie przeszkadzamy i nie
będziemy przeszkadzać, lecz zmusimy każdego do szacunku wobec nas”. Wszystko zaczeło się od listopadowej z
roku 2010 wizyty w Mińsku dwóch unijnych
ministrów spraw zagranicznych – Polskiego a Niemieckiego. Jeszcze wtedy pisałem
o tym że „w takiej gorącej sytuacji wizyta
do Mińska Pana ministra Sikorskiego razem z jego niemieckim kolegą wydaje się
być niestosowna” Niestety
miałem rację. Baćka po prostu potrzebował legitymizacji swojego niewątpliwego
zwyczeństwa w wyborach prezydenckich ze strony UE jednocześnie dając do
zrozumienia Rosji (z którą akurat w tym momencie kolejny raz zepsuł stosunki)
że izolacja jemu nie grozi. Co do ministra spraw zagranicznych
Niemiec Guido Westerwelle Pan prezydent Białorusi bardzo dyplomatycznie
powiedział jemu że na Białorusi
„wszystkich pedali wysłano do wsi żeby zasuwali w kołchozach”. W roku bierzącym
Łukaszenko dorówna Breżniewowi – będzie świętował 18 lat piastowania urzędu
prezydenckogo. Czy ktoś w Europie jest w stanie położyć kres temu barbarzyńskiemu
reżymowi?
poniedziałek, 03 października 2011
Głośny skandal z miliarderem Michaiłem Prochorowem
potwierdza tezę, że oligarchowie to nie są biznesmeni, którzy zarobili ogromną
kasę w tak zwane „wiesołe 90-e”, lecz ci którzy siedzą za ścianką (tak w Rosji
potocznie nazywa się ściana Kremla). Znana rosyjska dziennikarka i obrończyni
praw człowieka Olga Romanowa, która studiowała razem z Prochorowem w wywiadzie
dla niezależnej telewizji „Deszcz” wypowiedziała się o nim bardzo szorstko.
Parafrazując matkę rosyjskiego milionera Morozowa, który jeszcze na początku XX
wieku sponsorował bolszewików Lenina, ocena Prochorowa brzmiała mniej
więcej tak: „wcześniej tylko ja wiedziałam że jesteś durniem, a teraz cała
Moskwa to wie”. Jest to wyczerpująca ocena działalności politycznej
dwumetrowego miliardera. Naiwny Prochorow wpadł w pułapkę zastawioną na niego
przez demiurga rosyjskiej polityki wewnętrznej Władysława Surkowa, wiceszefa
kancelarii prezydenta FR. Zdanie mówiące o tym, że wszyscy bogacze
są mądrzy nie ma nic wspólnego z rzeczywistością rosyjską. Najlepszym tego
przykładem jest właśnie życiorys Prochorowa. Dorobił się swoich 18 miliardów
dolarów działając, jako młodszy partner Władimira Potanina byłego wicepremiera
w rządzie Wiktora Czernomyrdina, twórcy Gazpromu. Prochorow nigdy nie miał żadnych ambicji
politycznych, był znany w Rosji wyłącznie jako playboy i najbardziej pożądany
narzeczony dla milionów rosyjskich dziewcząt. Na początku roku 2007 Prochorow
został bohaterem skandalu we francuzskim Courchevel gdzie pod zarzutem
sutenerstwa został zatrzymany przez policję francuską i spędził 4 dni w
areszcie. Po czterech latach Republika Francuska odznaczyła młodego miliardera
Orderem Legii Honorowej za sponsorowanie « Roku Francji w Rosji » i
« Roku Rosji we Francji ». Ten piękny gest Nicolas`a Sarkozy`ego chyba błędnie przekonał
Prochorowa o tym, że pieniądze mogą wszystko. Przebywając w tym błędnym przekonaniu
Prochorow dał się wmanewrować w aferę z partią Słuszna Sprawa, którą nabył w
sklepie « second hand» na zapleczu kremlowskiej kuchni. Partia ta jest
projektem wspomnianego Surkowa, który stworzył ją z politycznych odpadów.
Jednym ze składników tego cudownego tworu była «Partia Demokratyczna »
która razem z innymi podobnymi sztucznymi tworami produkcji pana Surkowa
wystąpiła w roli współzałożyciela « Słusznej Sprawy ». Owa fałszywa
partia « demokratyczna » miała jednak jedną zaletę,
mianowicie «lidera» w postaci Andrieja Bogdanowa. Ten przedziwny (nawet na
rosyjskie warunki) facet wypchnął w 2005 roku z tej partii byłego premiera
Michaiła Kasjanowa dokładnie w ten sam sposób w jaki pozbyto się kilka
dni temu Michaiła Prochorowa (sfałszowane protokoły, przekupienie
delegowanych na zjazd partii etc.). W jednym z wywiadów Bogdanow nawet przyznał
się, że dla niego nie jest problemem stworzenie partii na zamówienie:
« Klient płaci, ja robię». Tego rodzaju biznes polega na tym, że w Rosji
zarejestrować partię bez zgody Surkowa nie można, a pan Bogdanow jest jego
konfidentem. Do tego trzeba jeszcze dodać, że
Bogdanow jest Wielkim Mistrzem Wielkiej Loży Rosji, czyli masonem a w ostatnich
wyborach prezydenckich w roku 2008 ubiegał się nawet o najwyższy urząd w kraju.
Kiedy naiwniakowi-miliarderowi przyszło do głowy wpisać na listę wyborczą mniej
więcej sensownych (jego zdaniem) ludzi został ostrzeżony przez Surkowa i jego
ludzi, że Dumie Państwowej potrzeba raczej takich cudownych przedstawicieli
narodu rosyjskiego jak Bogdanow i cała ta ferajna przebierańców, która mu
towarzyszy. Prochorow uparł się jednak przy swoim. 25 czerwca na Rosyjskiej scenie politycznej powstała faktycznie nowa śiła chociaż teoretycznie rzecz biorąc istniejąca od 3 lat partia po prostu wybrała nowego lidera – 46-letneiego miliardera, playboja i kawalera Michaiła Prochorowa. Po co i dla czego jeden z
najbogatszych Rosjan postanowił zostać
politykiem? Oto pytanie na temat którego ne brakuje spekulacji na lamach prasy
Rosyjskie. Najwięcej komentatorów są zgodni do tego że ten uroczy dwumetrowy
facet wykonuje zadanie Kremla odświeżyć
nudny wygląd sceny politycznej zmonopolizowanej przez Putinowską „Jedną Rosję”
z dodatkiem kilku partii które mogą być śmiało odniesieni do dekoracyjnej
„kieszonkowej” opozycji. Podstawowe pytanie brzmi następująco – czy zmiana
lidera w partii która nawet nie jest reprezentowana w parlamencie jest
warunkiem wystarczającym żeby zmienić konfigurację życia politycznego w Rosji?
Raczkująca partia nie miała szczerze mówiąc znacznego poparcia w społeczeństwie.
Należała raczej do grona przebranej opozycji gdyż jej głównym sponsorem był
Anatolij Czubajs – obecnie szef spółki skarbu państwa „Rosnano”, kiedyś ojciec
chrzestny Rosyjskiej prywatyzacji. Dość słabe i mało przekonujące przemówienie
inauguracyjne pana Prochorowa nie zrobiło wrażenia na ekspertach lecz zostało
gorąco przyjęto przez obecnych na sali czlonków partii niewątpliwie
oczekujących polepszenia własnej sytuacji
finansowej dzięki miliardom nowego
szefa. Troche pieprzu do tego jałowego widowiska dodał nowy głowny ideolog partii Władysław Inoziemcew który jest dobrze znany ze swoich lewicowych poglądów o którym mówiono źe jest bardziej lewy niż lewy brzeg Sekwany. W jaki sposób pan Prochorow zamierza pogodzić prawicową partię z lewicową ideologią na razie przewidzieć trudno ale większość komentatorów przeoczyła zupełnie niesamowite w warunkach dzisiejszej Rosji antyklerykalne przemówienie pana Inoziemcewa: „Widzę przyszłość Rosji – w przezwyciężeniu niewiedzy, dogmatyzmu i obskurantyzmu. Pierwszym krokiem w tym kierunku powinno zostać przywrócenie świeckości naszego rządu. Nadszedł czas żeby stanowczo przeciwstawić się w ateistycznym kraju prymitywnej religijności, która stała się obecnie projektemt biznesowym zakrojonym na szeroką skalę. Księża nie mają co robić w szkole, armii i instytucjach państwowych. Statki i samoloty mają latać i pływać, ponieważ są zrobione przez wykwalifikowanych pracowników, lecz nie dlatego, że były polewane świętą wodą z ręki popa na której widać zegarek, warty dziesiątki tysięcy dolarów” Dzisiejsza Rosja jest przepełniona hypokryzją religijną. Głównym ustawodawcem mody (nie tylko w sensie politycznym lub etycznym) jest Cerkiew Prawosławna. Ostatni skandal wywołany wypowiedziami ojca Wsiewołoda Czaplina który zarządał wprowadzenia w kraju prawosławnego dress-code chyba przekonał Kremlowskich specjalistów od technologii politycznych że ateistów w kraju wcale nie brakuje. Należy się im aplauz. Brawo, panowie! W szeregach przebierańców „opozycyjnych” dziś nawet komuniści nie ryzykują kłócić się z Panem Bogiem – wszyszy są wierzący aż do obrzydzenia. Teraz można być pewnym że bez względu na oczywistą zależnośż Prochorowa od Kremla będzie miał sporo kibiców ze środowisk inteligencji która tradycyjnie w Rosji jest ateistyczna. I co jest
dziwne – cerkiew milczy jak zaklęta. Jest temu zjawisku tylko dwa możliwe
tłumaczenia – albo nie dostała rozkazu z Kremla, albo Pan Bóg kazał wybaczać.
Osobiście uważam że w tym przypadku chodzi o to drugie.
środa, 23 marca 2011
![]() Inicjatywa podsunięta przez prezydenta Francji
Bronisławowi Komorowskiemu- niespodziewana dla większości ekspertów- by
przekształcić Trójkąt Weimarski w Kwadrat włączając do niego Rosję może stać
się dla Polski „polityczną windą”. Innymi słowy, może przynieść temu ambitnemu
krajowi prawo do stąpania po szczycie europejskiej polityki. Temat jest
niezwykle aktualny w kontekście nadchodzącego półrocznego przewodnictwa Polski
w Unii Europejskiej. Czym jest Trójkąt Weimarski? Trójkąt Weimarski („Weimarer Dreieck” po niemiecku lub
„Triangle Weimar” po francusku) został utworzony 28 sierpnia 1991 roku na
spotkaniu ministrów spraw zagranicznych Polski, Francji i Niemiec (Krzysztof
Skubiszewski, Roland Dumas i Hans- Dietrich Genscher). Był to gest poparcia
skierowany w stronę tworzącej się polskiej państwowości ,wykreowany przez
europejskie mocarstwa. Pełna nazwa „trójkąta” to przecież Komitet Wsparcia
Francusko- Niemieckiego dla Współpracy z Polską. Zresztą głównym celem takiego formatu
współpracy tych trzech krajów, była pomoc Polsce – która nie posiadała
doświadczenia w prowadzeniu europejskiej polityki- w uzyskaniu członkostwa w UE
i NATO. Spotkania głów państw miały miejsce wiele razy: w Poznaniu w 1998, w
Nancy w 1999 roku, w Hamburgu w 2001, we Wrocławiu w 2003 roku oraz ponownie w
Nancy w 2005 roku. Weimarski szczyt planowany w 2006 roku został odroczony z
powodu odmowy Lecha Kaczyńskiego (wtedy polskiego prezydenta), który nie chciał
w nim wziąć udziału, bo uraziła go publikacja w niemieckim Die Tageszeitung. W
lipcu 2006 roku dobrze znany, niemiecki felietonista Peter Kohler wyśmiewał się
z braci Kaczyńskich z powodu ich zaściankowego patriotyzmu i niechęci do
Niemiec, nazywając ich „kartoflami”. W celu zrozumienia rewolucyjnej oferty złożonej przez
prezydenta Francji Bronisławowi Komorowskiemu powinniśmy poczuć atmosferę
Trójkąta Weimarskiego, który został przekształcony przez Lecha Kaczyńskiego w
Trójkąt Bermudzki. Wszystkie francuskie i niemieckie intencje, których celem
była pomoc Polsce w uzyskaniu należnego jej miejsca w nowoczesnej Europie
niestety w nim zatonęły. Rosjanie znali Kaczyńskiego jako zawziętego rusofoba,
ale w porównaniu z jego niechęcią do Niemiec, stosunek do Rosji można nazwać
nieporozumieniem. Oto fragment z wyżej wymienionego artykułu traktującego o
„polskich kartoflach”: „Wiadomo jednak, że Kaczyński chełpił się tym, że przez
lata żadnemu niemieckiemu politykowi nie podał nawet palca. Wystarczająco
często trąbił, że w ogóle nie zna Niemiec poza spluwaczką w męskiej toalecie na
lotnisku we Frankfurcie. Wiadomo, że urodzony w 1949 r. Kaczyński reprezentuje
to trudne pokolenie, które jeszcze przed swoimi narodzinami zostało przez
Niemcy ukąszone. Jest jasne, że w negatywnym światopoglądzie Kaczyńskiego od
średniowiecza każdy Niemiec konno prze na Wschód. Wzorem do naśladowania dla
Kaczyńskich był twórca Polski z 1919 r. Józef Piłsudski, który w 1926 r. odkrył
sterowaną demokrację i do 1935 r. napędzał półfaszystowski reżim wojskowy.” Muszę potwierdzić całość oskarżeń padających pod adresem
byłego polskiego prezydenta - oskarżenia tego typu są tworzone nieustannie.
Nawet tak nagly komentarz ze strony Petera Kohlera zawiera najbardziej stosowny
fragmenty pochodzące ze skandalicznego artykułu. Teraz cała sytuacja się
pogarsza, stając się coraz bardziej niestosowna. Jest oczywistym że, biorąc pod uwagę taki „podniosły”
charakter relacji, Trójkąt Weimarski nie miał żadnych szans bycia
„równoramiennym” Wadliwa polityka wschodnia i zachodnia Kaczyńskiego nie
pozwoliła Polsce zająć miejsca na jakie zasługiwała – jako szósty największy
kraj w Europie. Dlatego pojawienie się Bronisława Komorowskiego – znanego ze swojego
umiarkowania i trzeźwego umysłu – w Pałacu Belwederskim było postrzegane
z ulgą przez Europejczyków. Z tego samego powodu, Szczyt Trójkąta, który
odbył się 7 Lutego, tego roku w Warszawie rozpalił nadzieje na
odnowienie i poprawę w stosunkach między Starą i Nową Europa.
Nie obyło się bez sceptyków, którzy myśleli, że Komorowski nie jest
wystarczająco inteligentny – co więcej, nudny – i że nie zdoła nikogo
zaskoczyć. Dziennikarze starali się podłapać każdy błąd popełniony przez
stronę polską – Sarkozy, który nie miał parasola i przemókł do
suchej nitki, czy to że podczas spotkania ze swoimi kolegami polski Prezydent
zajął miejsce, zapominając przy tym zaoferować miejsca swoim gościom. Nic nie
zapowiadało przełomu. I nagle nieoczekiwana – i szokująca dla niektórych –
propozycja zostala złożona. Zaproszenie do Pierwszej Ligi Polityka zagraniczna Polski XX wieku ma jedną
charakterystyczną cechę – pewien rozdźwięk między roszczeniami tego ambitnego
kraju o zajęcie kluczowej roli w polityce europejskiej (czasami
międzynarodowej) a opinią reszty Europy. Niestety, to drugie było
zasłużone ze względu na fakt, że Polska zdawała się nosić garnitur dorosłego
mężczyzny, zachowując się jednocześnie jak pryszczaty nastolatek .
Możemy tutaj wspomnieć nadmierną klerykalizację polityki
wewnętrznej (niedopuszczalną w świeckiej Europie) czy też samozwańcze
przywództwo w Europie Wschodniej – w tym na terytorium poradzieckim. Wszystko
to przyczyniło się do izolacji Polski, która nie poddała się pragmatycznym prądom,
zdecydowanie przeciwstawiając się odwilży na linii Berlin-Moskwa i Paryż –
Moskwa. Podczas prezydentury Busha Jr, Polska stała się „Osłem Trojańskim”
Amerykanów w Europie. Przezwisko użyte do naśmiewania się z Polski
zostało wymyślone przez niemieckie media. Stosunki z Rosja stanowiły znaczący przełom między
Polakami, Niemcami, Francuzami. Stara Europa, obiecując pragmatyczne
podejście do polityki, handluje pomyślnie z naszym krajem. Europejczycy uważają
że chwilowy profit komercyjny i ścisła współpraca z Rosja doprowadzi
ewentualnie do modernizacji Rosji; najpierw technologicznej, a następnie
– politycznej. Bracia Kaczyńscy, którzy wyobrażali sobie że są
Prometeuszami europejskich wartości demokratycznych promowali demokratyczny
model, który wydawał im się prawdziwie zachodnioeuropejski z maniakalną pasją. Uwzględniając, że nie udało się im jednak stać
przykładem liberalnej demokracji, stali się pośmiewiskiem całej Europy. Prometeuszowa polityka
zagraniczna Polski - która doprowadziła do utworzenia Polsko-
Szwedzkiego projektu – „Partnerstwo Wschodnie” - w
rzeczywistości przekształciła się w pewnego rodzaju
szalony prozelityzm. Inicjatywa Polskiego Prezydenta stała się szansą dla
pierwszej ligi europejskiej polityki, na którą Polska czekała od dawna. Obecność
Rosji w Trójkącie Weimarskim perfekcyjnie pasuje do interesów wszystkich
czterech partii. Można poczuć, ze Weimar płynie – pod nieobecność wspólnej
ideologii - pod podmuchem świeżej bryzy. Trójkąt spełnił swój cel, do którego został utworzony w pierwszej
kolejności – w celu wprowadzenia Polski do EU oraz NATO. Trójkąt
musiał wolno umierać, jak stara, nieuleczalnie chora ciotka,
której nikt nie odłączył od respiratora, z czystej filantropii i miłosierdzia. Rosyjsko- francusko- niemicki szczyt w Deauville – który
jest kontynuacja spotkań miedzy Putinem, Chirakiem I Schroderem – wskazał na
potrzebę trzy-bocznego partnerstwa. W przeciwieństwie
do zanikającego Trójkąta Weimarskiego, oś
Moskwa- Paryż-Berlin jest pełna pozytywnych treści. Zatem, inicjatywa zaszczepiona Komorowskiemu przez
prezydenta Francji pojawiła się we właściwym czasie. Powinniśmy raczej widzieć
ją jako przyłączanie się Polski do osi Rosja- Franja- Niemcy, niż jako
przyłączanie się Rosji do weimarskiego trupa . Polska jest raczej ważna dla
Rosji z geopolitycznego (tranzyt do Europy), politycznego (6 co do wielkości
kraj EU, cieszący się specjalnymi relacjami z USA) punktu widzenia. Kooperacja
z Polską w pewnych sprawach jest ważna . Prawa mniejszości rosyjskich w krajach bałtyckich,
obecności rosyjskich firm w prywatyzacji polskich kompanii naftowych i
energetycznych, nowa architektura europejskiego bezpieczeństwa, zaproponowana
przez Dmitrija Miedwiediewa– również odpowiada rosyjskim interesom. Rzadka
okazja do stworzenia nowego politycznego formatu – korzystnego dla wszystkich
uczestniczących - nie powinna być stracona. Radosław Sikorski – polski Minister
Spraw Zagranicznych – oświadczył że będzie się konsultował z Moskwą w sprawie
jej dołączenia do Trójkąta jak najszybciej. Możemy jedynie mięć nadzieję że
nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych powita Polską inicjatywę przychylnie. PS. Sytuacja wyglądała tak, że na kilka dni przed opisywanymi wydarzeniami, dyskutowałem z moimi polskimi kolegami o możliwości dołączenia Rosji do Trójkąta Weimarskiego. Znany polski komentator polityczny Piotr Maciążek specjalizujący sie w tematyce WNP był bardzo zainteresowany moimi sugestiami o utworzeniu kwadratu z trójkąta. Niemniej jednak, pozostał on raczej sceptyczny w stosunku do realizacji projektu w takiej formie. Nie wierzę w mistykę, ale za sprawą cudu (a może nie?) nasz spór został usłyszany i rozwiązany przez samego polskiego Prezydenta – po mojej myśli. Zatem dyplomacja zwykłych ludzi nie jest mitem!
niedziela, 20 marca 2011
Przyznam szczerze, że od dawna śledzę działalność ministra Sikorskiego, jeszcze od tej pory kiedy nie był ministrem. Nie zawsze podobało mi się to co robił ( i w jaki sposób), ale zawsze odczuwałem w nim pewien potencjał. W ostatnich latach Radosław Sikorski w bardzo ciekawy sposób ewoluował w swoim rozwoju jako człowiek i jako osoba ze świata polityki publicznej. Jest chyba najbardziej współczesnym ze wszystkich przedstawicieli polskich elit politycznych. Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem exposé Ministra spraw zagranicznych Polski i będąc rosyjskim publicystom, który za swoje główne profesjonalne i ludzkie zadanie uważa prawdziwe pojednanie polsko-rosyjskie chciałbym podzielić się z polskimi czytelnikami pewnymi refleksjami na jego temat. Prawdą jest, że stosunki polsko-rosyjskie uległy znacznemu polepszeniu od tej pory jak Donald Tusk został premierem a Radosław Sikorski – ministrem spraw zagranicznych. Paradoksalnie do tego polepszenia przyczyniła się też smoleńska, polska tragedia narodowa, ale życie nie stoi w miejscu. Jeśli nie będziemy rozwijać stosunków dwustronnych zaczynie się stagnacja, po której przyjdzie regres. Każda polityka powinna być konsekwentna. Tak samo jak kolega Maciążek zwróciłem uwagę na zdanie ministra Sikorskiego odnośnie zasad działania w polityce zagranicznej: „wykonać pozytywny gest, a potem działać według zasady wzajemności”. Dobrze powiedziane lecz skoro pan minister wyznaje tą zasadę jak należy rozumieć wydarzenia, które nastąpiły dzień po wizycie w Warszawie Dmitrija Miedwiediewa, podczas których prezydent RP Bronisław Komorowski żądał w Washingtonie rozmieszczenia lotnictwa amerykańskiego na terenie Polski? Niby przed kim amerykanie powinni Polskę bronić – przed Niemcami czy Francuzami? Niestety Zachód się myli kiedy uważa politykę wobec Rosji za polską specjalnością. O ile minister Sikorski jest dobrze zorientowany w polityce amerykańskiej czy brytyjskiej o tyle brakuje mu i jego współpracownikom wyczucia sytuacji na Wschód od Buga. Nieudana misja dwóch ministrów spraw zagranicznych (Polski i Niemiec) na Białorusi przed haniebnymi wyborami prezydenckimi jest najlepszym tego dowodem. Każdemu kto rozumie mentalność ludzi typu Łukaszenka było z góry wiadomo, że nic dobrego z tej wizyty nie będzie. Pisałem o tym na swoim polskim blogukiedy owa wizyta była planowana jeszcze 30 października m.r. Niestety okazało się, że wizyta się odbyła a jej skutki są dobrze znane. Nie wiem kto wymyślił i stworzył Polsko-Rosyjskie Centrum Dialogu, ale jest ono moim zdaniem świetnym pomysłem. Z tym, że najlepsza koncepcja może być łatwo skompromitowana kiepskim wykonaniem. Mam nadzieję że Polska strona będzie reprezentowana ludźmi, którzy są godni wysokiej misji polsko- rosyjskiego pojednania, ale patrząc na wysiłki strony rosyjskiej odczuwam rozczarowanie. Wygląda na to, że Rosja będzie reprezentowana w tym Centrum wyłącznie oddanymi przedstawicielami środowisk zwanych potocznie „patriotycznymi”, którzy są bardzo podobni do swoich odpowiedników w Polsce. Nie wiem czy można oczekiwać powodzenia w pracy tych Centrów jeśli ze strony Rosji zasiądą przy stole rosyjskie Rydzyki i Macierewicze. Co by przeszkadzało Polsce zaprosić do udziału w obradach Centrum, Rosjan ze środowisk eksperckich i kulturalnych? Rosja przeżywa dziś bardzo ciekawy, ale niełatwy okres. Kraj, który jak Polska słusznie uważa, że stosunki z Rosją są ważne i dąży do ich polepszenia powinien być dobrze poinformowany o swoim sąsiedzie, o tych zjawiskach społecznych, które powstają w Moskwie żeby mieć podstawy do podejmowania słusznych decyzji politycznych. Czytając codziennie prasę polską dochodzę do wniosku, że korespondenci akredytowani w Moskwie piszą swoje relacji na podstawie informacji jednej, najwyżej dwóch gazet rosyjskich. Nazwiska rosyjskich działaczy społecznych, którzy zostają prawdziwymi bohaterami narodowymi nie są znane polskiemu czytelnikowi. Z prasy polskiej wyłania się chmurny, szary, urzędniczy obraz Rosji pozbawiony nadziei na lepszą przyszłość. Jeszcze rok temu też tak myślałem. Lecz coś zaczyna się zmieniać – władza już nie jest tak pewna siebie jak wcześniej. Powstaje dialog władzy ze społeczeństwem – trudny, napięty ale to dopiero początek który daje nadzieję. Tej informacji o Rosji w Polsce nie ma. Właśnie MSZ powinien mieć świadomość nadchodzących w Federacji zmian żeby skutecznie prowadzić swoją politykę zagraniczną. No
i łyżeczkę miodu na zakończenie. Albo minister Sikorski ma bardzo dobrych
speechwriterów albo sam jest bardzo utalentowanym znawcą sztuki mówienia, ale
tekst exposé jest moim zdaniem doskonały. Istnieje oczywiście jeszcze trzecia
wersja – że ktoś pomaga mu w domu, ale to tylko drobna złośliwość. Żarty na bok
– świetne przemówienie, dobrze zbilansowane i z umiarkowanym patosem. Niestety politycy rosyjscy w taki sposób
nie rozmawiają.
sobota, 22 stycznia 2011
![]() Dokładnie dwa lata temu, 20 stycznia 2009 roku, pierwszy czarnoskóry prezydent US przeprowadził się do White House. Od tego czasu oczarowanie kolorem skóry Baraka Obamy zmieniło się rozczarowaniem z powodu nie spełnionej nadziei którą w nim pokładali, później przyszedł czas na obawy w związku ze stratą poparcia społecznego. Dalej – więcej. Porażka Demokratów w midterm-elections i w konsekwencji strata kontroli w Kongresie. Powstanie Tea Party, głęboki kryzys gospodarczy, osłabienie roli USA w świecie, zwłaszcza w Europie – to wszystko w sumie zmieniło i same Stany Zjednoczone i image supermocarstwa w innych krajach. Całość tych wydarzeń daje poważną podstawę dla refleksji. Dziedzictwo po Bushu. ![]() Żeby zrozumieć co zrobił Barack Obama w ciągu dwóch lat które spędził pod adresem 1600 Pennsylvania Avenue musimy wrócić do roku 2008 i zobaczyć co 44 prezydent odziedziczył po 43. George Walker Bush przeszedł do historii jako nieudacznik z wielu powodów ale najbardziej nas interesuje polityka międzynarodowa Busha i co w niej zmieniło się w ostatnie dwa lata za nowego prezydenta. W trakcie kampanii wyborczej Obama obiecywał zmienić niepopularną politykę zagraniczną swego poprzednika na 180 stopni. Ten fakt że zmiany przeprowadzone przez Obamę są minimalne już został banałem dla komentatorów politycznych. Wojska w Afganistanie przybywa, GITMO funkcjonuje, stosunki z Iranem są źli, opuścienie Iraku tylko powiększyło ilość Private Arm Contractors w tym kraju. Dziennikarzy tęskną za wesołym prostakiem, autorem licznych gaf który w ciągu ostatnich ośmiu lat zajmował w US stanowisko #1. Profesor stosunków międzynarodowych ze Szkoły Zarządzania Państwowego w Harvard Stiven M.Walt uważa że Obama nie jest w stanie szybko zmienić kierunek polityki nie dla tego że Bush miał rację tylko dla tego że dziura do której Bush zapędził Amerykę jest zbyt głęboka. Chyba nie chcąc się pogodzić z etykietą przeciętnego nieudacznika G.Bush-junior wydał książkę pod tytułem “Decision Points”. Jest w niej 14 rozdziałów każdy z których jest dedykowany kluczowej decyzji prezydenta Busha. Profesor Walt proponuje własną wersję 14 rozdziałów historii 43 prezydenta US. Z tym że każdy z tych rozdziałów przypomina punkt oskarżenia. Zobaczmy o co profesor obwinia prezydenta? p.1- Wybór Dicka Cheney na swego Wice. W roku 2000 году kandydat GOP G.Bush-junior zlecił Cheney poszukiwanie kandydata na stanowisko Wice-prezydenta. Ten śmiało wykorzystał zaufanie przyszłego prezydenta i ofiarnie zaproponował własną kandydaturę. I cud zdarzył się – Bush się zgodził. To była pierwsza bez wątpienia kluczowa i najbardziej błędna decyzja 43 prezydenta USA. Cheney nie marnując czasu fanatycznie rzucił do ataku całość Administracji Prezydenta w celu realizacji polityki zagranicznej opracowanej przez zespół neoconów. Jak później powiedział Richard Perle w wywiadzie dla New Yorker, jeśliby Bush rozkazał stworzyć zespół z ludzi Brenta Scowcrofta i Jima Bakera, wszystko mogłoby być inaczej. Ale urząd prezydencki ma coś wspólnego z brodą o której wiadomo że „Barba non facit philosophum”, czyli objęcie wysokiego stanowiska nie czyni człowieka mędrcem. (To be continued)
niedziela, 16 stycznia 2011
![]() Tak fajnie pali się willa obalonego prezydenta Tunezji Nowa kolorowa rewolucja (tym razem w Tunezji) już została oceniona przez agencji informacyjne jako zwycieństwo demokracji i okliknęta jaśminową rewolucją. Komentatorzy uważają że Tunezyjczycy wykazali się miłością do demokracji i obalili opinię że Arabowie mogą żyć tylko i wyłącznie przy twardym autorytarnym reżymie. Mam zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Otóż nie chodziło sfrustrowanym biedą i beznadzieją Tunezyjczykom o liberalne wartości. Chodziło tym biedakom o banalne ale niezbędne dla wytrwania rzeczy - jedzenie, picie i dach nad głową. Tego wszystkiego lud Tunezji był pozbawiony w ciągu całej swojej historii. Było źle za obalonego prezydenta Zine el-Abidine Ben Ali, tak samo było za jego poprzednika Ḥabība Būrqība, tak samo było w całym okresie Tunezyjskiej niepodległości. Ale jeżeli ktoś myśli że lepiej było za Francuzów to grubo się myli. Tunezyjczycy nigdy w historii nie jedli do syta. Może kiedyś uważali że tak właśnie ma być ale od tego czasu jak Tunezja gości tysięcy turystów europejskich i widzi jak one żrą i piją płacąc za obiad tyle ile cała rodzina Tunezyjska wydaje w ciągu miesiąca już chyba wiedzą że można żyć inaczej. Niestety czasy romantycznych buntów wolnościowych minęły bezpowrotnie (pisałem o tym w tekście "Studenci jako wskaźnik rozwoju cywilizacji" z 10 grudnia zeszłego roku na tym samym blogu). Można oczywiście częściowo zgodzić się z opinią niektórych komentatorów że do Tunezyjskiej "rewolucji" przyczynił się Julian Assange który udostępnił światu informację o luksusowym życiu prezydenta Zine el-Abidine Ben Ali który uwielbiał przeróżne delicji bezpośrednie dostarczane samolotem z Francji. Wszystko zaczęło się od samobójstwa 26-letniego Mohammeda Buazizi który spalił siebie żywcem bo mając dyplom uniwersytetu nie potrafił zarobić na życie inaczej niż sprzedając owoce na rynku. Ten zapłon (przepraszam za niewłaściwy kalambur) uruchomił odpowiednią reakcję w całym spoleczeństwie. Państwo w którym z 50 obywateli jeden należał do służb mundurowych (niezła proporcja!) nie wytrzymało zdarzenia z własnymi obywatelami. Co było dalej wszyscy wiedzą - prezydent odleciał swoim Air Force One, Tunezja jest zbawiona. Ale to są tylko pozory. Przyjdzie nowy dobroczyńca i znów jak zawsze okradnie swój naród. Totalna rozpacz. Czy jest wyjście z tego ślepego zaułku? Nie wiem, chyba zaprosić Francuzów z powrotem?
czwartek, 06 stycznia 2011
![]() W ciągu trzech-czterech lat Michaił Chodorkowski zostaje najbogatszym człowiekiem w Rosji. Jego majątek według ocen ekspertów sięga 18 miliardów dolarów. Okres machlojek finansowych, przywłaszczenie najbardziej „smacznych” kawałków tortu narodowego minął. Będąc człowiekiem bez wątpienia bardzo zdolnym, Chodorkowski zrozumiał że pieniędzy – to nie wszystko. Teraz zadanie jest inne – zostać częścią establishmentu, przywłaścić już nie forsę lecz władzę. W najbliższym otoczeniu młodego oligarchy pojawiają się ludzie mające powiązania w resortach siłowych (emerytowani generałowie MSW i FSB), zaczyna się finansowanie partii politycznych. Mądry miliarder nie ryzykuje kłaść wszystkie jaja do jednego koszyka. Ale wbrew powierzchownej formalnej logice najwięcej pieniędzy dostają komuniści. Na pierwszy rzut oka to jest bezsens – kapitalista wydaje pieniędzy na komunistów, ale to tylko na pierwszy rzut, gdyż na drugi już widać że partia komunistyczna ma drugi co do wielkości klub w Dumie Państwowej i oczywiście ma możliwość wpływać na proces ustawodawczy zwłaszcza w bardzo ciekawym dla Chodorkowskiego temacie gospodarczym i podatkowym. Chodorkowski przystępuje, jak on sam mówił, do skupu udziałów w parlamencie rosyjskim mając na celu zostać większościowym udziałowcom Dumy. JUKOS zamawia znanemu rosyjskiemu politologowi Stanisławowi Biełkowskiemu projekt zmiany Konstytucji Rosji. Pomysł oligarchy polega na przeksztaltowaniu republiki prezydenckiej w parlamencką. Złośliwcy płotkują że w taki sposób chce zostać premierem czyli pierwszą osobą w państwie, ponieważ w wyborach bezpośrednich prezydenckich miałby marne szansę (w Rosji żydzi, niestety nie są mile widziane na najwyższym stanowisku w państwie) a mając w kiszeni Dumę zostałby premierem bez problemów. Jednocześnie zaczyna się sprzątanie w JUKOSie. Chodorkowski wydaje miliony dolarów na usługi najlepszych w świecie kancelarii prawniczych, doradczych i podatkowych. Buduje się nowy image JUKOSu – przejrzysty biznes według światowych standardów. Żeby ta zmiana została zauważona przez inwestorów zachodnich kilka milionów zostały wypłacone PR agencjom w Stanach Zjednoczonych i Anglii. Po co ten makijaż Chodorowskiemu? Ktoś z mądrych zachodnich doradców podpowiedział jemu że na tym można zrobić jeszcze „trochę” forsy kosztem zachodnich inwestorów. Jak powiedział Chodorkowski w wywiadzie dla angielskiego "Business New Europe”: „Jestem wcieleniem trzech generacji rodziny Rothschildów w jednej osobie. Pierwsza generacja – rekiny-rabusiowi, druga - rozwój biznesu, trzecia – rodzina trzymająca władzę w Ameryce. “ Wśród dyrektorów JUKOSu pojawiają się takie osoby jak Lord Owen, były Brytyjski minister spraw zagranicznych, a z tymi z zachodnich inwestorów którzy zostali oszukani przez JUKOS Chodorkowski zawiera umowy pokojowe. Żeby Amerykanin Kenneth Dart wycofał ze wszystkich sądów swoje skargi na YUKOS i przestał publikować w gazetach całego światu artykuły o tym jak Chodorkowski oszukał jego na 100 milionów dolców, JUKOS wypłacił biedakowi od 120 do 160 milionów ale wzamian Dart zobowiązał się milczeć. Dziś ten pan nawet nie ma prawa udzielić wywiadu na ten delikatny temat. A jeszcze parę lat temu wydawca "Business New Europe” Ben Aris został wyrzucony przez security JUKOSu z walnego zgromadzenia udziałowców JUKOSu bez względu na to że miał upoważnienie Kennetha Darta, właściciela akcji na kwotę 100 milionów dolarów. Kariera Michaiła Chodorkowskiego, historia jego wzlotu i upadku jeszcze czeka na swojego biografa. Mógłby to być fajny film lub powieść sensacyjna, ale na razie bohater główny nie nakręconego filmu siedzi w więzieniu i wygląda na to że nie łatwo jemu będzie uzyskać przed terminowe uwolnienie. Pozostaje pytanie: po co poszedł siedzieć prawie dobrowolnie, przecież miał możliwość dogadać się z Putinem lub po prostu opuścić kraj. Nie chciał. Moim zdaniem po prostu obraził się. Głupio, ale właśnie w ten sposób to wygląda. Usiłował zmienić ustrój polityczny w Rosji żeby zostać władcą ogromnego kraju, chciał sprzedać JUKOS który dostał od państwa w prezencie korporacjom międzynarodowym. Chodorkowski zapomniał że nie wolno rzucać kamienie w dom sąsiada jeżeli mieszkasz w szklanym domie. Sprawa Chodorkowskiego zmieniła Rosję i nie jestem pewien że w najlepszy sposób. Ale współautorem tych zmian został właśnie Chodorkowski.
niedziela, 02 stycznia 2011
![]() Ten uśmiechnięty elegancki pan wie czego chce Pięć staruszków – jeden rubel Duże pieniędzy wymagały nowego szyldu i dywersyfikacji biznesu. Po to został założony nowy centrum „Międzybranżowe naukowo-techniczne programy” – w skrócie po rosyjsku MENATEP. Konkurencja na rynku usług finansowych w których specjalizował się Chodorkowski wzrosła i prowizji w transakcjach tego typu spadła aż do 3-5%. Zaczęł się nowy etap w biznesie – import. Pieniędzy zarobione w „pralnie” były wykorzystane dla zakupu za granicą dotąd nie znanych w Rosji towarów – komputerów. Marża w tym handlu wynosiła setki procentów. Ale na liście towarów importowanych do Rosji zespół Chodorkowskiego bez żądnych skrupułów umieścił i mniej technologiczne – na przykład Cognac „francuski” Napoleon bezpośrednio od producenta w Polsce etc. W grudniu 1988 Chodorkowski zakłada bank MENATEP i zauważa że naród radziecki ma niezłe oszczędności „pod materacem”. W ten sposób powstaje chyba pierwsza w byłym ZSRR piramida finansowa. Slogan reklamowy tej piramidy był taki: „Idziemy do rynku z prędkością 15 milionów rubli na godzinę”. Niestety po drodze z taką niesamowitą prędkością kilka milionów osób nie wytrzymały tempo i odpadły. Ten fakt że nie zdążyły zachować przy tym swoje oszczędności MENATEP jakoś nie zasmucił tym bardziej że kapitał banku w ten sposób podwoił się. Hasło tej operacji finansowej było „Pięć staruszków – jeden rubel”. Biznes-projekt „Władza” Na początku lat 90-ch byli komsomolcy już mieli pieniędzy więcej niż byli w stanie wydać. Trzeba było inwestować. Chodorkowski zostaje doradcom premiera FR Iwana Siłajewa, w 1992 – szefem Funduszu na rzecz rozwoju inwestycji w branży energetycznej w randze Wice-ministra energetyki FR. Na spotkaniu przedstawicieli biznesu z prezydentem Jelcynem na Kremlu Chodorkowski ogłasza że biznes powinien iść do przemysłu bo wstyd jemu mówić rodzicom że zarabia handlem. Jak tylko zaczęła się prywatyzacja MENATEP kupuje wszystko co się da: Zakłady nawozów sztucznych, Huty miedzi, Zakłady rur, przemysłu spożywczego i tak dalej. Ale najbardziej mocnym ruchem MENATEPu został udział w tak zwanych „Aukcjach zastawowych”. Rząd Rosyjski potrzebował forsy natychmiast, budżet był pusty jak sklep z kiełbasą za komunę i w tej sytuacji genialny kombinator Władimir Potanin (obecnie jedyn z oligarchów Rosyjskich), jak plotkują ludzie z otoczenia Jelcyna, wymyślił ten bardzo dziwny sposób na pozyskanie pieniędzy dla państwa. Rząd ogłosił aukcję na której firmy prywatne proponowały rządowi pożyczki z bardzo niskim oprocentowaniem. Rząd swoją drogą proponował prywaciarzom zastawy w postaci akcji najbardziej pożądanych przez nich przedsiębiorstw. Najsmacznieszym kawałkiem tego tortu narodowego okazał się właśnie JUKOS – druga co do wielkości firma ropowa w Rosji. Konkurencja w postaci konsorcjum w składzie INKOM BANKu, Alfa-banku i banku „Kredyt Rosyjski” zaproponowała za tą perłę przemysłu ropowego „aż” 350 milionów dolarów. Ale pamiętajmy o stanowisku które już wtedy zajmował Michaił Chodorkowski – był szefem Funduszu na rzecz rozwoju inwestycji w branży energetycznej. Właśnie tej instytucji państwowej rząd zlecił organizację przetargu. W skutku ustawionego przez Fundusz przetargu oferta konkurentów została unieważniona z powodów formalnych i JUKOS dostał faktycznie w prezencie MENATEP za śmieszną kwotę 159 milionów. Ale to było dopiero 45% udziałów. W ciągu trzech lat MENATEP drogą dodatkowej emisji akcji został większościowym udziałowcom mając 90% udziałów. W ten sposób zaczęła się wielka światowa kariera Michaiła Chodorkowskiego. cdn
środa, 29 grudnia 2010
![]() O czym marzył ten sympatyczny chłopak? Sprawa Michaiła Chodorkowskiego, kiedyś najbogatszego człowieka w Rosji, dziś podzieliła nie tylko Rosjan ale i cały świat. Ten jeszcze całkiem nie stary człowiek został chyba najbardziej znanym więźniem w świecie. Jedni uważąją go za więźnia sumienia który trafił za kratkę za swoje przekonania polityczne, inni – za złodzieja który okradł cały ogromny kraj. W Rosji jak w każdym kraju postkomunistycznym nie lubią bogatych ale dla części Rosjan Chodorkowski został znamieniem opozycji która demonstruje przed gmachem sądu i żąda w taki sposób jego uwolnienia. Mam swoje zdanie na ten temat i chciałbym podzielić się nim z polskim czytelnikom. Sprawa Chodorkowskiego jest zbyt złożona żeby odpowiedź na pytanie „Za co?” była krótka i jednoznaczna. Najpierw sprobójmy zajrzeć w przeszłość Michaiła Chodorkowskiego żeby znaleźć odpowiedź na pytanie: W jaki sposób można było zostać oligarchom w Rosji w czasie transformacji? Pierwsze pieniędzy Misza zarobił w wieku 12 lat w piekarnie koło domu. Rodzina Chodorkowskich nie była biedną, chłopak chyba po prostu potrzebował forsy na jakiś własne cele. Będąc studentem Moskiewskiego Instytutu Chemii i Technologii Michaił został liderem jednostek studenckich budowlanych (za komunę był w ZSRR taki ruch młodzieżówki komunistycznej). To była jedyna możliwość dla biednych radzieckich studentów porządnie zarobić w okres wakacyjny. Jak wszystko w tych czasach „sztuka zarabiania’ polegała na oszustwie: trzeba było kombinować z papierami, dogadywać się z szefostwem, żeby „uczciwie” podzielić nie zarobione pieniędzy. Przypuszczam że właśnie w tym okresie Chodorkowski nauczył się temu co później pozwoliło jemu stworzyć własny imperium znany dzisiaj na całym świecie jako JUKOS. Kiedy zaczęła się Gorbaczowska „pieriestrojka” Michaił Chodorkowski był już gotów zarabiać naprawdę duże pieniędzy. W roku 1987 drugi sekretarz Frunzeńskiego komitetu rejonowego Komsomołu (WLK SM – Ogólnokrajowy Leninowski Związek Młodzieży Socialistycznej) Moskwy Chodorkowski razem ze swoim przełożonym pierwszym sekretarzem komitetu Sergiejem Monachowym zarejestrował Naukowo-Techniczny Centrum Twórczości Młodzieży. Faktycznie żadna twórczość młodzieżowa nie miała nic wspólnego z działalnością tego Centrum. Chodorkowski razem z kolegami zarabiał w bardzo prosty lecz skuteczny sposób. Pośrednictwo w branży finansowej tych lat polegało na tym że tylko i wyłącznie komsomolscy biznesmeni mieli prawo prowadzić działalność gospodarczą. Na przykład bogata firma państwowa kupuje ot innej firmy państwowej pewne usługi (powiedzmy, wysłać na badania lekarskie do specjalistycznego szpitala swoich pracowników). Jak na tym może zarobić taki Chodorkowski? Jak nie ma co. Firma podpisuje umowę na usługi medyczne z Centrum Komsomolskim, ten, swoją drogą – ze szpitalem. Biedni lekarze robią co do nich należy, firma państwowa płaci komsomolcom. Dowcip polegał na tym że obroty pieniężne w tych czasach były bezgotówkowe ale komsomolcom było dozwolono pobierać z konta gotówkę. Reszta – sprawa techniczna. Pobieramy z konta cash, dzielimy na trzy części – 20% na łapówkę dyrektorowi firmy państwowej, 30% - lekarzom i 50% - na rozwój twórczości młodzieży socjalistycznej. Właśnie w takiej pralnie pieniężnej Chodorkowski zarobił swoje pierwsze grube pieniędzy.
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Lepiej raz zobaczyć... ![]() ![]() ![]() ![]()
niedziela, 26 grudnia 2010
![]() Cóż, co się stało to się stało – chyba wszystkim na razie pozostaje tylko przyjąć do wiadomości ten nieprzyjemny fakt że Baćka utrzymał się na stanowisku prezydenta i teraz trzeba po prostu jakoś z tym żyć dalej. Ale najpierw sprobójmy zrozumieć jak doszło do tej strasznej krwawej Niedzieli 19 grudnia w Mińsku. Dla mnie wciąż pozostaje zagadką po co Baćka urządził krwawą łaźnię, co tam nie mów, swojemu narodowi. Na Białorusi Łukaszenko cieszy się stałym poparciem ponad połowy obywateli kraju. Jest to niezrozumiała dla Europy ale szczera prawda i nic nie zmienia ten fakt że nas wszystkich ona w oczy kolę. W związku z tym pozostaje tylko przyrównać nielogiczne zachowanie ostatniego (?) dyktatora Europy do historii bohatera opowieści satyrycznej wielkich rosyjskich pisarzy Ilji Ilfa i Eugeniusza Pietrowa „Złote cielę” Szury (Aleksandra) Bałaganowa. Ten drobny kieszonkowiec dostaje od kumpli zawrotną kwotę pieniędzy, wsiada z nimi do tramwaju i kradnie jakiejś babci portfel z drobnymi. Kiedy jego zaczynają bić oburzeni pasażerowie biedak krzyczy: „Nie chciałem, zrobiłem to machinalnie, z przyzwyczajenia!” Myślę że to jest jedynie możliwe wyjaśnienie absolutnie alogicznej brutalności Łukaszenki gdyż tak czy owak na pewno wygrałby te wybory bez żadnego użycia siły i fałszerstw wyborczych. Z góry przepraszam bezwinne ofiary reżymu ale właśnie w ten sposób to widzę. Rosja już uznała wybory na Białorusi za demokratyczne i szczerze mówiąc nie miała za dużo wyboru. W szachach taka sytuacja nazywa się Zugzwang , czyli ruch przymusowy. Nie wiem jak takie porównanie odbierze Zbigniew Brzeziński, autor „Wielkiej Szachownicy” jeśli broń Boże przeczyta mój tekst, ale to właśnie on inspirował mnie do tej metafory. Związek Rosji z Białorusią przypomina nieudane małżeństwo z rozsądku i jak w każdym małżeństwie nie jest łatwo ani rozwieść się, ani podzielić majątek. W języku rosyjskim „małżeństwo z rozsądku” brzmi jak „małżeństwo z obliczenia” i w Rosji istnieje taka anegdota: „ Czy może być udane małżeństwo z obliczenia? Może, jeśli obliczenie było prawidlowe”. Śmiem twierdzić że owe obliczenie nie było prawidłowe od samego początku. Sentyment który wzajemnie łączy Rosjan i Białorusinów został cynicznie wykorzystany przez Łukaszenko. Ten były dyrektor sowchozu (w Polsce to się nazywało PGR) zachował mentalność sowieckiego wieśniaka ale dołączył do niej dużo nowych współczesnych cech, niestety nie najlepszych. Ten pan oszukał wszystkich – Rosję z uznaniem Abchazji i Osetii Południowej, UE – ze Wschodnim Partnerstwem. W perspektywie historycznej niewątpliwie jest skazany na porażkę ale ile jeszcze potrafi narozrabiać zanim historia go wyrzuci na śmietnik – nikt nie wie. Pamiętając że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, miejmy nadzieję że Polska razem z Rosją znajdą jakiś wspólny sposób na Baćkę (bo Polska też ma swoje interesy w tym kraju – polska mniejszość, gospodarka etc.) W końcu nic tak nie łączy jak wspólny wróg, a jestem pewien że Łukaszenko zasługuje na ten tytuł. Co do narodu Białoruskiego szczerze życzę jemu żeby 19 grudnia został ostatnią krwawą niedzielą w tym bratnim kraju, lepiej może w ogóle ostatnim krwawym dniem. Nie znam języka Białoruskiego, ale jednego zdania nauczyłem się: Живе Беларусь!
wtorek, 21 grudnia 2010
![]() Czy te oczy mogą kłamać? Kiedy 30 października b.r. pisałem o Minśkim cyrku nawet nie byłem w stanie wyobrazić sobie ze wszystko skończy się tak źle. Skrytykowałem wizytę ministrów spraw zagranicznych Niemiec i Polski do Mińska zarzucając panam Sikorskiemu i Westerwelle udział w przedstawieniu cyrkowym pod dyktando ostatniego dyktatora Europy. Łukaszenko sprytnie wykorzystał wizytę dwóch ministrów Krajów Unijnych żeby zademonstrować wyborcom że z Zachodem on się dogada. Przy okazji też dokopał Rosji – żeby na Kremlu nie myśleli że za bardzo jemu zależy na stosunkach ze Wschodnim Bratem. To co się stało w niedziele 19 grudnia chyba ostatecznie pozbawiło złudzeń wszystkich kto usiłował dogadać się z Baćką przed wyborami i nawet oferował dyktatorowi niebagatelną kwotę wzamian za uczciwe wybory, ale jak się okazało nie wszystko na Białorusi można kupić za 3 miliardy dolarów. Nie będę komentował przebieg Białoruskich wyborów gdyż prasa polska (i nie tylko) jest przepełniona relacjami z Mińska i komentarzami na ten bolesny temat. Teraz po tym jak farsa zamieniła się w dramat dużo bardziej ciekawym tematem jest temat przyszłości, czyli jak Zachód zamierza ułożyć się z „nowym” prezydentem Białorusi. Nie mam cienia wątpliwości że jakiś układ Łukaszenka z Zachodem już się szykuje. Kiedy sarkastycznie wypowiadałem się na temat Unijnych ministrów w Mińsku chyba nie miałem racji ponieważ w tym momencie nie wiedziałem o wcześniejszej wizycie do Białoruskiej stolicy reprezentacyjnego zespołu z Waszyngtonu. W ciągu trzech dni z 12 po 15 grudnia w Mińsku były goszczone eksperci wpływowych Amerykańskich think tanków mianowicie CSIS (Centre of Strategic and International Studies) głową którego jest John J. Hamre, były Wice-szef Pentagonu, Congressional Research Service (ma 700 pracowników i roczny budżet 100 milionów dolarów) i Carnegie Endowment, The Heritage Foundation, Nuclear Threat Initiative, Institute for New Democracies (IND), których chyba nie ma sensu przedstawiać. Ambasada USA w Mińsku oficjalnie ogłosiła że rząd Stanów Zjednoczonych nic wspólnego z tą wizytą nie ma. W trakcie wizyty odbyły się spotkania z kierownictwem MSW, MON, MSZ, posłami Parlamentu i nawet z prezydentem niepodległej Białorusi. Żadnych kontaktów z opozycją Amerykańscy eksperci nie mieli. Po co Amerykanie odwiedzali Mińsk w trzy dni przed wyborami? Nie wiem. Żadnej informacji na ten temat w prasie nie ma. Ale jeszcze znany ze swoich podstępnych sztuczek kardynał Armand-Jean du Plessis de Richelieu miał zwyczaj mawiać że najlepszym szpiegiem jest – logika. Właśnie logika podpowiada że wizyta ta nie była przypadkowa.
niedziela, 19 grudnia 2010
Wczoraj w Moskwie zatrzymano przez milicję ponad 1000 osób pod zarzutem udziału w zamieszkach przed gmachem telewizji w Ostankinie i na placu koło Dworca Kijowskiego. Milicji udało się powstrzymać tłumy młodzieży i uniknąć tragicznych konsekwencji, ale ranni znów są. Wbrew mojemu odczuciu sytuacji - w Rosji (przynajmniej w Moskwie) chyba powstaje społeczeństwo obywatelskie ponieważ Internet Community udało się znaleźć jednego z organizatorów (raczej chyba wykonawcę krwawego pomysłu na razie bliżej nieznanych inspiratorów). Jasne że w takiej ostrej sytuacji nie brakuje spekulacji na temat pomysłodawców tych wydarzeń (najwięcej głosów zebrał Wasilij Jakiemienko – szef młodzieżowki „Jednej Rosji”) ale na razie jest za wcześnie na konkluzję. Poniżej przedstawiam Państwu materiał dowodowy.
![]() Ten miły chłopak nazywa się Lewan Arzumanian. Jest studentem wydziału socjologii Uniwersytetu Moskiewsiego i "ruskim faczystą" jak widać. Odważny Lewan pozuje dla dziennikarzy ![]() Brutalnie pobity przez milicję Lewan ![]() Na tym zdjęciu już jest po jednej stronie z młodzieża Kaukazską ![]() A tu pan Arzumanian ubolewa z powodu śmierci kibola Jegora Swiridowa Ten dziwny facet ktory raz jest faszysta, raz kaukazcem, raz kibolem według dochodzenia społecznego prowadzonego w sieci zeszłym rokiem odpoczywał na jeziorze Seliger razem z panem Jakiemienko i jego zespołem "Nasi". Ruski faszysta z nazwiskiem Arzumanian jest tak samo smieszna sprawa jak prezenter Radio Maryja z nazwiskiem Levy.
piątek, 17 grudnia 2010
![]() Karykatura R.Dąbrowskiego z blogu http://remekdabrowski.blox.pl umieszczona tu za uprzejmym zezwoleniem autora Miałem zamiar napisania większego artykułu gdyż jak mi się wydaję mam dużo do powiedzenia na ten bardzo ważny dla mnie osobiście temat, ale znalazłem artykuł Leszka Sykulskiego GEOPOLITYCZNE MITY GEORGE’A FRIEDMANA (do lektury którego Państwa zachęcam) i zrozumiałem że lepiej chyba nie napiszę : „Trzeba podkreślić, że główną osią Friedmanowskiej manipulacji jest prawie całkowite ignorowanie Unii Europejskiej jako niezależnego ośrodka siły i rozpatrywanie rzeczywistości wyłącznie przez pryzmat państw narodowych, co jest jawnym anachronizmem. Stąd tak usilne forsowanie kodu geopolitycznego, zgodnie z którym Polska, dokładnie jak w okresie międzywojennym, ma być zagrożona przez oś Berlin-Moskwa. Takie straszenie blokiem niemiecko-rosyjskim jest nieodłącznym elementem wpływania przez Waszyngton na polski establishment.” I dalej: „To nie położenie geograficzne „między Niemcami i Rosją” jest zagrożeniem dla Polski, lecz nieodpowiedzialna, egzaltowana polska polityka, tkwiąca jedną nogą na początku wieku XX, a nawet jeszcze w wieku XIX, nie uwzględniająca koniunktur geopolitycznych, żywiąca się swojskim „chciejstwem” i narodowymi mitami. Kreowanie głównych wektorów polskiej polityki zagranicznej przez „pasażerów martwej wizy”, próbujących urzeczywistnić antykwaryczne wizje sprzed wieku, pod dyktando takich specjalistów jak dr George Friedman, starających się „rozgrywać” integrującą się Europę, może doprowadzić do destabilizacji geopolitycznej naszej części kontynentu. Należy pamiętać, że błędne odczytywanie procesów geopolitycznych, przenoszenie ocen sprzed wieku do współczesnych realiów, prowadzi wprost do katastrofy. W tym sensie, parafrazując słowa Józefa Szujskiego, można powiedzieć, że „fałszywa geopolityka staje się mistrzynią fałszywej polityki”. Nie mogę oprzeć się pokusie zapoznać Państwa również z opinią Cezaria Michalskiego: „Jak daleko można jeszcze powędrować w szaleństwo? Czy Polska to zawsze będzie dziecięca krucjata prowadzona przez paru cyników grających na bębnach? Właśnie dlatego nie chciałbym, żeby najbardziej szkodliwy mit, najbardziej cyniczne powstańczo-smoleńskie kłamstwo, znowu stał się w Polsce dla kogokolwiek przepustką do władzy”. Jest jeszcze jeden myśliciel Polski zdanie którego jest bardzo ważne w tym temacie: „Nie ma już ułańskiej Polski. Nie można kierować się w polityce mitami, nawet gdy jest to piękny mit Polski bohaterskiej”. Państwo chyba nie uwierzy, ale powiedział to w roku 1992 nikt inny jak pan Jarosław Kaczyński. To zdanie powinien umieć na pamięć każdy Polski polityk.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||