Rosja z wewnątrz

Wpisy

  • poniedziałek, 03 października 2011
    • Bogacze też płaczą, lecz płacą

      Głośny skandal z miliarderem Michaiłem Prochorowem potwierdza tezę, że oligarchowie to nie są biznesmeni, którzy zarobili ogromną kasę w tak zwane „wiesołe 90-e”, lecz ci którzy siedzą za ścianką (tak w Rosji potocznie nazywa się ściana Kremla).

            Znana rosyjska dziennikarka i obrończyni praw człowieka Olga Romanowa, która studiowała razem z Prochorowem w wywiadzie dla niezależnej telewizji „Deszcz” wypowiedziała się o nim bardzo szorstko. Parafrazując matkę rosyjskiego milionera Morozowa, który jeszcze na początku XX wieku sponsorował  bolszewików Lenina, ocena Prochorowa brzmiała mniej więcej tak: „wcześniej tylko ja wiedziałam że jesteś durniem, a teraz cała Moskwa to wie”. Jest to wyczerpująca ocena działalności politycznej dwumetrowego miliardera. Naiwny Prochorow wpadł w pułapkę zastawioną na niego przez demiurga rosyjskiej polityki wewnętrznej Władysława Surkowa, wiceszefa kancelarii prezydenta FR.

            Zdanie mówiące o tym, że wszyscy bogacze są mądrzy nie ma nic wspólnego z rzeczywistością rosyjską. Najlepszym tego przykładem jest właśnie życiorys Prochorowa. Dorobił się swoich 18 miliardów dolarów działając, jako młodszy partner Władimira Potanina byłego wicepremiera w rządzie Wiktora Czernomyrdina, twórcy Gazpromu.

            Prochorow nigdy nie miał żadnych ambicji politycznych, był znany w Rosji wyłącznie jako playboy i najbardziej pożądany narzeczony dla milionów rosyjskich dziewcząt. Na początku roku 2007 Prochorow został bohaterem skandalu we francuzskim Courchevel gdzie pod zarzutem sutenerstwa został zatrzymany przez policję francuską i spędził 4 dni w areszcie. Po czterech latach Republika Francuska odznaczyła młodego miliardera Orderem Legii Honorowej za sponsorowanie « Roku Francji w Rosji » i « Roku Rosji we Francji ». Ten piękny gest Nicolas`a Sarkozy`ego chyba błędnie przekonał Prochorowa o tym, że pieniądze mogą wszystko.

            Przebywając w tym błędnym przekonaniu Prochorow dał się wmanewrować w aferę z partią Słuszna Sprawa, którą nabył w sklepie « second hand» na zapleczu kremlowskiej kuchni. Partia ta jest projektem wspomnianego Surkowa, który stworzył ją z politycznych odpadów. Jednym ze składników tego cudownego tworu była «Partia Demokratyczna » która razem z innymi podobnymi sztucznymi tworami  produkcji pana Surkowa wystąpiła w roli współzałożyciela « Słusznej Sprawy ». Owa fałszywa partia « demokratyczna » miała jednak jedną zaletę, mianowicie «lidera» w postaci Andrieja Bogdanowa. Ten przedziwny (nawet na rosyjskie warunki) facet wypchnął w 2005 roku z tej partii byłego premiera  Michaiła Kasjanowa dokładnie w ten sam sposób w jaki pozbyto się kilka dni temu Michaiła Prochorowa (sfałszowane protokoły,  przekupienie  delegowanych na zjazd partii etc.). W jednym z wywiadów Bogdanow nawet przyznał się, że dla niego nie jest problemem stworzenie partii na zamówienie: « Klient płaci, ja robię». Tego rodzaju biznes polega na tym, że w Rosji zarejestrować partię bez zgody Surkowa nie można, a pan Bogdanow jest jego konfidentem.

      Do tego trzeba jeszcze dodać, że Bogdanow jest Wielkim Mistrzem Wielkiej Loży Rosji, czyli masonem a w ostatnich wyborach prezydenckich w roku 2008 ubiegał się nawet o najwyższy urząd w kraju. Kiedy naiwniakowi-miliarderowi przyszło do głowy wpisać na listę wyborczą mniej więcej sensownych (jego zdaniem) ludzi został ostrzeżony przez Surkowa i jego ludzi, że Dumie Państwowej potrzeba raczej takich cudownych przedstawicieli narodu rosyjskiego jak Bogdanow  i cała ta ferajna przebierańców, która mu towarzyszy. Prochorow uparł się jednak przy swoim.

            Następnego dnia został w trybie « demokratycznym » zdymisionowany ze stanowiska szefa partii przez jej zjazd. Teraz powinien odczuć konsekwencji swego nieposłuszeństwa – z 18 miliardów dolców 10 ma ulokowanych w Rosji, resztę na jego szczęście – za granicą. Szkoda faceta, ale i tak chyba z głodu nie umrze. Siedzieć nie pójdzie gdyż niebezpieczeństwa dla tandemu nie stwarza z wielu przyczyn, w tym z tej prostej że został ośmieszony w całym kraju 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 października 2011 19:15
    • Słuszna sprawa prawicowa z lewicowym ideologiem w tle i anty-cerkiewnym podłożem

      25 czerwca na Rosyjskiej scenie politycznej powstała faktycznie nowa śiła chociaż teoretycznie rzecz biorąc istniejąca od 3 lat partia po prostu wybrała nowego lidera – 46-letneiego miliardera, playboja i kawalera Michaiła Prochorowa.       

            Po co i dla czego jeden z najbogatszych Rosjan postanowił  zostać politykiem? Oto pytanie na temat którego ne brakuje spekulacji na lamach prasy Rosyjskie. Najwięcej komentatorów są zgodni do tego że ten uroczy dwumetrowy facet wykonuje zadanie Kremla  odświeżyć nudny wygląd sceny politycznej zmonopolizowanej przez Putinowską „Jedną Rosję” z dodatkiem kilku partii które mogą być śmiało odniesieni do dekoracyjnej „kieszonkowej” opozycji. Podstawowe pytanie brzmi następująco – czy zmiana lidera w partii która nawet nie jest reprezentowana w parlamencie jest warunkiem wystarczającym żeby zmienić konfigurację życia politycznego w Rosji? Raczkująca partia nie miała szczerze mówiąc znacznego poparcia w społeczeństwie. Należała raczej do grona przebranej opozycji gdyż jej głównym sponsorem był Anatolij Czubajs – obecnie szef spółki skarbu państwa „Rosnano”, kiedyś ojciec chrzestny Rosyjskiej prywatyzacji. Dość słabe i mało przekonujące przemówienie inauguracyjne pana Prochorowa nie zrobiło wrażenia na ekspertach lecz zostało gorąco przyjęto przez obecnych na sali czlonków partii niewątpliwie oczekujących polepszenia  własnej sytuacji finansowej  dzięki miliardom nowego szefa.

            Troche pieprzu do tego jałowego widowiska dodał nowy głowny ideolog partii Władysław Inoziemcew który jest dobrze znany ze swoich lewicowych poglądów o którym mówiono źe jest bardziej lewy niż lewy brzeg Sekwany. W jaki sposób pan Prochorow zamierza pogodzić prawicową partię z lewicową ideologią na razie przewidzieć trudno ale większość komentatorów przeoczyła  zupełnie niesamowite w warunkach dzisiejszej Rosji antyklerykalne przemówienie pana Inoziemcewa:      „Widzę przyszłość Rosji – w  przezwyciężeniu niewiedzy, dogmatyzmu i  obskurantyzmu. Pierwszym krokiem w tym kierunku powinno zostać  przywrócenie  świeckości naszego rządu. Nadszedł czas żeby stanowczo przeciwstawić się  w ateistycznym  kraju prymitywnej religijności, która stała się obecnie projektemt biznesowym zakrojonym  na szeroką skalę. Księża nie mają co robić  w szkole, armii i instytucjach państwowych. Statki i samoloty mają latać i pływać, ponieważ  są  zrobione  przez  wykwalifikowanych   pracowników, lecz  nie dlatego, że były polewane świętą wodą  z ręki popa na której widać zegarek, warty dziesiątki tysięcy dolarów”

           Dzisiejsza Rosja jest przepełniona hypokryzją religijną. Głównym ustawodawcem mody (nie tylko w sensie politycznym lub etycznym) jest Cerkiew Prawosławna. Ostatni skandal wywołany wypowiedziami ojca Wsiewołoda Czaplina który zarządał wprowadzenia w kraju prawosławnego dress-code chyba przekonał Kremlowskich specjalistów od technologii politycznych że ateistów w kraju wcale nie brakuje. Należy się im aplauz. Brawo, panowie! W szeregach przebierańców „opozycyjnych” dziś nawet komuniści nie ryzykują kłócić się z Panem Bogiem – wszyszy są wierzący aż do obrzydzenia. Teraz można być pewnym że bez względu na oczywistą zależnośż Prochorowa od Kremla będzie miał sporo kibiców ze środowisk inteligencji która tradycyjnie w Rosji jest ateistyczna.

            I co jest dziwne – cerkiew milczy jak zaklęta. Jest temu zjawisku tylko dwa możliwe tłumaczenia – albo nie dostała rozkazu z Kremla, albo Pan Bóg kazał wybaczać. Osobiście uważam że w tym przypadku chodzi o to drugie.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 października 2011 19:04
  • środa, 23 marca 2011
    • Kwadrat Weimarski


            Inicjatywa podsunięta przez prezydenta Francji Bronisławowi Komorowskiemu- niespodziewana dla większości ekspertów- by przekształcić Trójkąt Weimarski w Kwadrat włączając do niego Rosję może stać się dla Polski „polityczną windą”. Innymi słowy, może przynieść temu ambitnemu krajowi prawo do stąpania po szczycie europejskiej polityki. Temat jest niezwykle aktualny w kontekście nadchodzącego półrocznego przewodnictwa Polski w Unii Europejskiej.


      Czym jest Trójkąt Weimarski?

            Trójkąt Weimarski („Weimarer Dreieck” po niemiecku lub „Triangle Weimar” po francusku) został utworzony 28 sierpnia 1991 roku na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych Polski, Francji i Niemiec (Krzysztof Skubiszewski, Roland Dumas i Hans- Dietrich Genscher). Był to gest poparcia skierowany w stronę tworzącej się polskiej państwowości ,wykreowany przez europejskie mocarstwa. Pełna nazwa „trójkąta” to przecież Komitet Wsparcia Francusko- Niemieckiego dla Współpracy z Polską. Zresztą głównym celem takiego formatu współpracy tych trzech krajów, była pomoc Polsce – która nie posiadała doświadczenia w prowadzeniu europejskiej polityki- w uzyskaniu członkostwa w UE i NATO. Spotkania głów państw miały miejsce wiele razy: w Poznaniu w 1998, w Nancy w 1999 roku, w Hamburgu w 2001, we Wrocławiu w 2003 roku oraz ponownie w Nancy w 2005 roku. Weimarski szczyt planowany w 2006 roku został odroczony z powodu odmowy Lecha Kaczyńskiego (wtedy polskiego prezydenta), który nie chciał w nim wziąć udziału, bo uraziła go publikacja w niemieckim Die Tageszeitung. W lipcu 2006 roku dobrze znany, niemiecki felietonista Peter Kohler wyśmiewał się z braci Kaczyńskich z powodu ich zaściankowego patriotyzmu i niechęci do Niemiec, nazywając ich „kartoflami”.

            W celu zrozumienia rewolucyjnej oferty złożonej przez prezydenta Francji Bronisławowi Komorowskiemu  powinniśmy poczuć atmosferę Trójkąta Weimarskiego, który został przekształcony przez Lecha Kaczyńskiego w Trójkąt Bermudzki. Wszystkie francuskie i niemieckie intencje, których celem była pomoc Polsce w uzyskaniu należnego jej miejsca w nowoczesnej Europie niestety w nim zatonęły. Rosjanie znali Kaczyńskiego jako zawziętego rusofoba, ale w porównaniu z jego niechęcią do Niemiec, stosunek do Rosji można nazwać nieporozumieniem. Oto fragment z wyżej wymienionego artykułu traktującego o „polskich kartoflach”:

            „Wiadomo jednak, że Kaczyński chełpił się tym, że przez lata żadnemu niemieckiemu politykowi nie podał nawet palca. Wystarczająco często trąbił, że w ogóle nie zna Niemiec poza spluwaczką w męskiej toalecie na lotnisku we Frankfurcie. Wiadomo, że urodzony w 1949 r. Kaczyński reprezentuje to trudne pokolenie, które jeszcze przed swoimi narodzinami zostało przez Niemcy ukąszone. Jest jasne, że w negatywnym światopoglądzie Kaczyńskiego od średniowiecza każdy Niemiec konno prze na Wschód. Wzorem do naśladowania dla Kaczyńskich był twórca Polski z 1919 r. Józef Piłsudski, który w 1926 r. odkrył sterowaną demokrację i do 1935 r. napędzał półfaszystowski reżim wojskowy.”

            Muszę potwierdzić całość oskarżeń padających pod adresem byłego polskiego prezydenta - oskarżenia tego typu są tworzone nieustannie. Nawet tak nagly komentarz ze strony Petera Kohlera zawiera najbardziej stosowny fragmenty pochodzące ze skandalicznego artykułu. Teraz cała sytuacja się pogarsza, stając się coraz bardziej niestosowna.

            Jest oczywistym że, biorąc pod uwagę taki „podniosły” charakter relacji, Trójkąt Weimarski  nie miał żadnych szans bycia „równoramiennym” Wadliwa polityka wschodnia i zachodnia Kaczyńskiego nie pozwoliła Polsce zająć miejsca na jakie zasługiwała – jako szósty największy kraj w Europie. Dlatego pojawienie się Bronisława Komorowskiego – znanego ze swojego umiarkowania i trzeźwego umysłu – w Pałacu Belwederskim  było postrzegane z ulgą przez Europejczyków. Z  tego samego powodu, Szczyt Trójkąta, który odbył  się 7 Lutego, tego roku w Warszawie rozpalił nadzieje na odnowienie  i  poprawę w stosunkach między Starą i Nową Europa.  Nie obyło się bez sceptyków, którzy myśleli, że Komorowski nie jest wystarczająco inteligentny – co więcej,  nudny – i że nie zdoła nikogo zaskoczyć.  Dziennikarze starali się podłapać każdy błąd popełniony przez stronę polską  – Sarkozy, który nie  miał parasola i przemókł do suchej nitki, czy to że podczas spotkania ze swoimi kolegami polski Prezydent zajął miejsce, zapominając przy tym zaoferować miejsca swoim gościom. Nic nie zapowiadało przełomu. I nagle nieoczekiwana – i szokująca dla niektórych –  propozycja zostala złożona.


      Zaproszenie do Pierwszej Ligi

            Polityka zagraniczna Polski XX wieku ma jedną charakterystyczną cechę – pewien rozdźwięk między roszczeniami tego ambitnego kraju o zajęcie kluczowej roli w polityce europejskiej (czasami międzynarodowej) a opinią reszty Europy.  Niestety, to drugie było zasłużone ze względu na fakt, że Polska zdawała się nosić garnitur dorosłego mężczyzny, zachowując się jednocześnie jak pryszczaty nastolatek . Możemy  tutaj wspomnieć nadmierną  klerykalizację polityki wewnętrznej (niedopuszczalną w świeckiej Europie) czy też samozwańcze przywództwo w Europie Wschodniej – w tym na terytorium poradzieckim. Wszystko to przyczyniło się do izolacji Polski, która nie poddała się pragmatycznym prądom, zdecydowanie przeciwstawiając się odwilży na linii Berlin-Moskwa i Paryż – Moskwa. Podczas prezydentury Busha Jr, Polska stała się „Osłem Trojańskim” Amerykanów w Europie.  Przezwisko użyte do naśmiewania się z Polski zostało wymyślone przez niemieckie media.

            Stosunki z Rosja stanowiły znaczący przełom między Polakami, Niemcami, Francuzami.  Stara Europa, obiecując pragmatyczne podejście do polityki, handluje pomyślnie z naszym krajem. Europejczycy uważają że chwilowy profit  komercyjny i ścisła współpraca z Rosja doprowadzi ewentualnie do modernizacji Rosji; najpierw  technologicznej, a następnie – politycznej.  Bracia Kaczyńscy, którzy wyobrażali sobie że są Prometeuszami europejskich wartości demokratycznych promowali demokratyczny model, który wydawał im się prawdziwie zachodnioeuropejski z maniakalną pasją.

            Uwzględniając, że nie udało się im jednak stać  przykładem liberalnej demokracji, stali się pośmiewiskiem całej Europy. Prometeuszowa polityka zagraniczna Polski - która doprowadziła do utworzenia Polsko- Szwedzkiego projektu – „Partnerstwo Wschodnie”  - w rzeczywistości  przekształciła się w pewnego rodzaju szalony prozelityzm.

            Inicjatywa Polskiego Prezydenta stała się szansą dla pierwszej ligi europejskiej polityki, na którą Polska czekała od dawna.  Obecność Rosji w Trójkącie Weimarskim perfekcyjnie pasuje do interesów wszystkich czterech partii. Można poczuć, ze Weimar płynie – pod nieobecność wspólnej ideologii -  pod podmuchem świeżej bryzy.

            Trójkąt spełnił swój cel, do którego został utworzony w pierwszej kolejności – w celu wprowadzenia Polski do EU oraz NATO.  Trójkąt musiał  wolno umierać,  jak stara, nieuleczalnie chora  ciotka, której nikt nie odłączył od respiratora, z czystej filantropii i miłosierdzia.

            Rosyjsko- francusko- niemicki szczyt w Deauville – który jest kontynuacja spotkań miedzy Putinem, Chirakiem I Schroderem – wskazał na potrzebę trzy-bocznego partnerstwa.  W przeciwieństwie do zanikającego Trójkąta Weimarskiego, oś Moskwa- Paryż-Berlin  jest  pełna  pozytywnych treści.

            Zatem, inicjatywa zaszczepiona Komorowskiemu przez prezydenta Francji pojawiła się we właściwym czasie. Powinniśmy raczej widzieć ją jako przyłączanie się Polski do osi Rosja- Franja- Niemcy, niż jako przyłączanie się Rosji do weimarskiego trupa . Polska jest raczej ważna dla Rosji z geopolitycznego (tranzyt do Europy), politycznego (6 co do wielkości kraj EU, cieszący się specjalnymi relacjami z USA) punktu widzenia. Kooperacja z Polską w pewnych sprawach jest ważna .

            Prawa mniejszości rosyjskich w krajach bałtyckich, obecności rosyjskich firm w prywatyzacji polskich kompanii  naftowych i energetycznych, nowa architektura europejskiego bezpieczeństwa, zaproponowana przez Dmitrija Miedwiediewa– również odpowiada rosyjskim interesom. Rzadka okazja do stworzenia nowego politycznego formatu – korzystnego dla wszystkich uczestniczących - nie powinna być stracona. Radosław Sikorski – polski Minister Spraw Zagranicznych – oświadczył że będzie się konsultował z Moskwą w sprawie jej dołączenia do Trójkąta jak najszybciej. Możemy jedynie mięć nadzieję że nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych powita Polską inicjatywę przychylnie.


      PS. Sytuacja wyglądała tak, że na kilka dni przed opisywanymi wydarzeniami, dyskutowałem z moimi polskimi kolegami  o możliwości dołączenia Rosji do  Trójkąta Weimarskiego. Znany polski komentator polityczny Piotr Maciążek specjalizujący sie w tematyce WNP był bardzo zainteresowany moimi sugestiami o utworzeniu kwadratu z trójkąta.  Niemniej jednak, pozostał on raczej sceptyczny w stosunku do realizacji projektu w takiej formie. Nie wierzę w mistykę, ale za sprawą cudu (a może nie?) nasz spór  został usłyszany i rozwiązany przez samego polskiego Prezydenta – po  mojej myśli. 

            Zatem dyplomacja zwykłych ludzi nie jest mitem!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      środa, 23 marca 2011 09:21
  • niedziela, 20 marca 2011
    • Exposé Sikorskiego a stosunki z Moskwą.



            Przyznam szczerze, że od dawna śledzę działalność ministra Sikorskiego, jeszcze od tej pory kiedy nie był ministrem. Nie zawsze podobało mi się to co robił ( i w jaki sposób), ale zawsze odczuwałem w nim pewien potencjał. W ostatnich latach Radosław Sikorski w bardzo ciekawy sposób ewoluował w swoim rozwoju jako człowiek i jako osoba ze świata polityki publicznej. Jest chyba najbardziej współczesnym ze wszystkich przedstawicieli polskich elit politycznych.  Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem  exposé Ministra spraw zagranicznych  Polski i będąc rosyjskim publicystom, który za swoje główne profesjonalne  i ludzkie zadanie uważa prawdziwe  pojednanie polsko-rosyjskie chciałbym podzielić się z polskimi czytelnikami pewnymi refleksjami na jego temat. 

            Prawdą jest, że stosunki polsko-rosyjskie uległy znacznemu polepszeniu od tej pory jak Donald Tusk został premierem a Radosław Sikorski – ministrem spraw zagranicznych. Paradoksalnie do tego polepszenia przyczyniła się też smoleńska, polska tragedia narodowa, ale życie nie stoi w miejscu. Jeśli nie będziemy rozwijać stosunków dwustronnych zaczynie się stagnacja, po której przyjdzie regres. Każda polityka powinna być konsekwentna. Tak samo jak kolega Maciążek zwróciłem uwagę na zdanie ministra Sikorskiego  odnośnie zasad działania w polityce zagranicznej: „wykonać pozytywny gest, a potem działać według zasady wzajemności”. Dobrze powiedziane lecz skoro pan minister wyznaje tą zasadę jak należy rozumieć wydarzenia, które nastąpiły dzień po wizycie w Warszawie Dmitrija Miedwiediewa, podczas których prezydent RP Bronisław Komorowski  żądał w Washingtonie  rozmieszczenia lotnictwa amerykańskiego na terenie Polski? Niby przed kim amerykanie powinni Polskę bronić – przed Niemcami czy Francuzami? 

            Niestety Zachód się myli kiedy uważa politykę wobec Rosji za polską specjalnością. O ile minister Sikorski jest dobrze zorientowany w polityce amerykańskiej czy brytyjskiej o tyle brakuje mu i jego współpracownikom wyczucia sytuacji na Wschód od Buga. Nieudana misja dwóch ministrów spraw zagranicznych  (Polski i Niemiec) na Białorusi przed haniebnymi wyborami prezydenckimi jest najlepszym tego dowodem. Każdemu kto rozumie mentalność ludzi typu Łukaszenka było z góry wiadomo, że nic dobrego z tej wizyty nie będzie. Pisałem o tym na  swoim polskim blogukiedy owa wizyta była planowana jeszcze 30 października m.r. Niestety okazało się, że wizyta się odbyła a jej skutki  są dobrze znane. 

            Nie wiem kto wymyślił i stworzył Polsko-Rosyjskie Centrum Dialogu, ale jest ono moim zdaniem świetnym pomysłem. Z tym, że najlepsza koncepcja może być łatwo skompromitowana kiepskim wykonaniem. Mam nadzieję że Polska  strona będzie reprezentowana ludźmi, którzy są godni  wysokiej misji polsko- rosyjskiego pojednania, ale patrząc na wysiłki strony rosyjskiej odczuwam rozczarowanie. Wygląda na to, że  Rosja będzie reprezentowana w tym Centrum wyłącznie oddanymi przedstawicielami środowisk zwanych potocznie „patriotycznymi”, którzy są bardzo podobni do swoich odpowiedników w Polsce. Nie wiem czy można oczekiwać powodzenia w pracy tych Centrów jeśli ze strony Rosji zasiądą przy stole rosyjskie Rydzyki i Macierewicze. Co by przeszkadzało Polsce zaprosić do udziału w obradach Centrum, Rosjan ze środowisk eksperckich i kulturalnych? 

            Rosja przeżywa dziś bardzo ciekawy, ale niełatwy okres.  Kraj, który jak Polska słusznie uważa, że stosunki z Rosją są ważne i dąży do ich polepszenia powinien być dobrze poinformowany o swoim sąsiedzie, o tych zjawiskach społecznych, które powstają w Moskwie żeby mieć podstawy do podejmowania słusznych decyzji politycznych. Czytając codziennie prasę polską dochodzę do wniosku, że korespondenci akredytowani w Moskwie piszą swoje relacji na podstawie  informacji jednej, najwyżej dwóch gazet rosyjskich. Nazwiska rosyjskich działaczy społecznych, którzy zostają prawdziwymi bohaterami narodowymi nie są znane polskiemu czytelnikowi. Z prasy polskiej wyłania się chmurny, szary, urzędniczy obraz Rosji pozbawiony nadziei na lepszą przyszłość. Jeszcze rok temu też tak myślałem. Lecz coś zaczyna się zmieniać – władza już nie jest tak pewna siebie jak wcześniej. Powstaje dialog władzy ze społeczeństwem – trudny, napięty ale  to dopiero początek który daje nadzieję. Tej informacji o Rosji w Polsce nie ma.  Właśnie MSZ powinien  mieć świadomość nadchodzących w Federacji zmian żeby skutecznie prowadzić swoją politykę zagraniczną. 

            No i łyżeczkę miodu na zakończenie. Albo minister Sikorski ma bardzo  dobrych speechwriterów albo sam jest bardzo utalentowanym znawcą sztuki mówienia, ale tekst exposé jest moim zdaniem  doskonały. Istnieje oczywiście jeszcze trzecia wersja – że ktoś pomaga mu w domu, ale to tylko drobna złośliwość. Żarty na bok – świetne przemówienie, dobrze zbilansowane i z umiarkowanym  patosem.  Niestety politycy rosyjscy w taki sposób nie rozmawiają.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Exposé Sikorskiego a stosunki z Moskwą.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 marca 2011 08:52
  • sobota, 22 stycznia 2011
    • Jak Obama zmienił Amerykę w dwa lata cz.I


            Dokładnie dwa lata temu, 20 stycznia 2009 roku, pierwszy czarnoskóry prezydent US przeprowadził się do White House. Od tego czasu oczarowanie kolorem skóry Baraka Obamy zmieniło się rozczarowaniem z powodu nie spełnionej  nadziei którą w nim pokładali, później przyszedł czas  na obawy w związku ze stratą poparcia społecznego. Dalej – więcej. Porażka Demokratów w midterm-elections i w konsekwencji strata kontroli w Kongresie. Powstanie   Tea Party, głęboki kryzys gospodarczy, osłabienie roli USA w świecie, zwłaszcza w Europie – to wszystko w sumie zmieniło i same Stany Zjednoczone i image supermocarstwa w innych krajach. Całość tych wydarzeń daje poważną podstawę dla refleksji. 

      Dziedzictwo po Bushu.


            Żeby zrozumieć co zrobił Barack Obama w ciągu dwóch lat które spędził pod adresem 1600 Pennsylvania Avenue  musimy wrócić do roku 2008 i zobaczyć co 44 prezydent  odziedziczył po 43.  George Walker Bush  przeszedł do historii jako nieudacznik z wielu powodów ale najbardziej nas interesuje polityka międzynarodowa Busha  i co w niej zmieniło się w ostatnie dwa lata za nowego prezydenta.
            W trakcie kampanii wyborczej Obama obiecywał zmienić niepopularną politykę zagraniczną swego poprzednika na 180 stopni. Ten fakt że zmiany przeprowadzone przez Obamę są minimalne już  został banałem dla komentatorów politycznych. Wojska w Afganistanie przybywa, GITMO funkcjonuje, stosunki z Iranem są źli, opuścienie Iraku tylko powiększyło ilość Private Arm Contractors w tym kraju. 
            Dziennikarzy tęskną za wesołym prostakiem, autorem licznych gaf który w ciągu ostatnich ośmiu lat zajmował w US stanowisko #1.
      Profesor stosunków międzynarodowych ze Szkoły Zarządzania Państwowego w Harvard Stiven M.Walt uważa że Obama nie jest w stanie szybko zmienić kierunek polityki nie dla tego że Bush miał rację tylko dla tego że dziura do której Bush zapędził Amerykę jest zbyt głęboka.
            Chyba nie chcąc się pogodzić z etykietą przeciętnego nieudacznika G.Bush-junior wydał książkę pod tytułem  “Decision Points”. Jest w niej 14 rozdziałów każdy z których  jest dedykowany kluczowej decyzji prezydenta Busha. Profesor Walt proponuje własną wersję 14 rozdziałów historii 43 prezydenta US. Z tym że każdy z tych rozdziałów przypomina  punkt oskarżenia. Zobaczmy  o co profesor obwinia prezydenta?

      p.1- Wybór Dicka Cheney na swego Wice.

            W roku  2000 году kandydat GOP G.Bush-junior zlecił Cheney poszukiwanie kandydata na stanowisko Wice-prezydenta. Ten śmiało wykorzystał zaufanie przyszłego prezydenta i ofiarnie zaproponował własną kandydaturę. I cud zdarzył się – Bush się zgodził. To była pierwsza bez wątpienia kluczowa i najbardziej błędna decyzja 43 prezydenta USA. Cheney nie marnując czasu fanatycznie rzucił do ataku całość Administracji Prezydenta w celu realizacji polityki zagranicznej opracowanej przez zespół neoconów. Jak później powiedział Richard Perle w wywiadzie dla New Yorker, jeśliby Bush rozkazał stworzyć zespół z ludzi Brenta Scowcrofta i Jima Bakera, wszystko mogłoby być inaczej.  Ale urząd prezydencki ma coś wspólnego z brodą o której wiadomo że „Barba non facit philosophum”, czyli objęcie wysokiego stanowiska nie czyni człowieka mędrcem.

                                          (To be continued)

            

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      sobota, 22 stycznia 2011 16:33
  • niedziela, 16 stycznia 2011
    • Tunezja: desperacki bunt sfrustrowanych biedaków czy jaśminowa rewolucja?

                    Tak fajnie pali się willa obalonego prezydenta Tunezji

            Nowa kolorowa rewolucja (tym razem w Tunezji) już została oceniona przez agencji informacyjne jako zwycieństwo demokracji i okliknęta jaśminową rewolucją. Komentatorzy uważają że Tunezyjczycy wykazali się miłością do demokracji i obalili opinię że Arabowie mogą żyć tylko i wyłącznie przy twardym autorytarnym reżymie. Mam zupełnie odmienne zdanie na ten temat.
            Otóż nie chodziło sfrustrowanym biedą i beznadzieją Tunezyjczykom o liberalne wartości. Chodziło tym biedakom o banalne ale niezbędne dla wytrwania rzeczy - jedzenie, picie i dach nad głową. Tego wszystkiego lud Tunezji był pozbawiony w ciągu całej swojej historii. Było źle  za obalonego prezydenta  Zine el-Abidine Ben Ali, tak samo było za jego poprzednika Ḥabība Būrqība, tak samo było w całym okresie Tunezyjskiej niepodległości. Ale jeżeli ktoś myśli że lepiej było za Francuzów to grubo się myli. Tunezyjczycy nigdy w historii nie jedli do syta. Może kiedyś uważali że tak właśnie ma być ale od tego czasu jak Tunezja  gości tysięcy turystów europejskich i widzi jak one żrą i piją płacąc za obiad tyle ile cała rodzina Tunezyjska wydaje w ciągu miesiąca już chyba wiedzą że można żyć inaczej. Niestety czasy romantycznych buntów wolnościowych minęły bezpowrotnie (pisałem o tym w tekście  "Studenci jako wskaźnik rozwoju cywilizacji" z 10 grudnia zeszłego roku na tym samym blogu). 
            Można oczywiście częściowo zgodzić się z opinią niektórych komentatorów że do Tunezyjskiej "rewolucji" przyczynił się Julian Assange który udostępnił światu informację o luksusowym życiu prezydenta Zine el-Abidine Ben Ali który uwielbiał przeróżne delicji bezpośrednie dostarczane samolotem z Francji. Wszystko zaczęło się od samobójstwa 26-letniego Mohammeda Buazizi który spalił siebie żywcem bo mając dyplom uniwersytetu nie potrafił zarobić na życie inaczej niż sprzedając owoce na rynku. Ten zapłon (przepraszam za niewłaściwy kalambur) uruchomił odpowiednią reakcję w całym spoleczeństwie. Państwo w którym z 50 obywateli jeden należał do służb mundurowych (niezła proporcja!) nie wytrzymało zdarzenia z własnymi obywatelami.
            Co było dalej wszyscy wiedzą - prezydent odleciał swoim Air Force One, Tunezja jest zbawiona. Ale to są tylko pozory. Przyjdzie nowy dobroczyńca i znów jak zawsze okradnie swój naród. Totalna  rozpacz. Czy jest wyjście z tego ślepego zaułku? Nie wiem, chyba zaprosić Francuzów z powrotem?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 stycznia 2011 18:27
  • czwartek, 06 stycznia 2011
    • Chodorkowski jako współautor obecnego Rosyjskiego ustroju społecznego



            W ciągu trzech-czterech lat Michaił Chodorkowski zostaje najbogatszym człowiekiem w Rosji. Jego majątek według ocen ekspertów sięga 18 miliardów dolarów. Okres machlojek finansowych, przywłaszczenie najbardziej „smacznych” kawałków tortu narodowego minął. Będąc człowiekiem bez wątpienia bardzo zdolnym, Chodorkowski zrozumiał że pieniędzy – to nie wszystko. Teraz zadanie jest inne – zostać częścią establishmentu, przywłaścić już nie forsę lecz władzę. W najbliższym otoczeniu młodego oligarchy pojawiają się ludzie mające powiązania w resortach siłowych (emerytowani generałowie MSW i FSB), zaczyna się finansowanie partii politycznych. Mądry miliarder nie ryzykuje kłaść wszystkie jaja do jednego koszyka. Ale wbrew powierzchownej formalnej logice najwięcej pieniędzy dostają komuniści. Na pierwszy rzut oka to jest bezsens – kapitalista wydaje pieniędzy na komunistów, ale to  tylko na pierwszy rzut, gdyż na drugi już widać że partia komunistyczna ma  drugi co do wielkości klub w Dumie Państwowej i oczywiście ma możliwość  wpływać na proces ustawodawczy zwłaszcza w bardzo ciekawym dla Chodorkowskiego temacie gospodarczym i podatkowym. Chodorkowski przystępuje,  jak on sam mówił, do skupu udziałów w parlamencie rosyjskim mając na celu zostać większościowym udziałowcom Dumy. JUKOS zamawia znanemu rosyjskiemu politologowi Stanisławowi Biełkowskiemu projekt zmiany Konstytucji Rosji. Pomysł oligarchy polega na przeksztaltowaniu republiki prezydenckiej w parlamencką. Złośliwcy płotkują że w taki sposób chce zostać premierem czyli pierwszą osobą w państwie, ponieważ  w wyborach bezpośrednich prezydenckich miałby marne szansę (w Rosji żydzi, niestety nie są mile widziane na najwyższym stanowisku w państwie) a mając w kiszeni Dumę zostałby premierem bez problemów.

            Jednocześnie zaczyna się sprzątanie w JUKOSie. Chodorkowski wydaje miliony dolarów na usługi najlepszych w świecie kancelarii prawniczych, doradczych i podatkowych. Buduje się nowy image JUKOSu – przejrzysty biznes według światowych standardów. Żeby ta zmiana została zauważona przez inwestorów zachodnich kilka milionów zostały wypłacone PR agencjom w Stanach Zjednoczonych i Anglii. Po co ten makijaż Chodorowskiemu?  Ktoś z mądrych zachodnich doradców podpowiedział jemu że na tym można zrobić jeszcze „trochę” forsy kosztem zachodnich inwestorów.  Jak powiedział Chodorkowski w wywiadzie dla   angielskiego "Business New Europe”:

            „Jestem  wcieleniem trzech generacji rodziny Rothschildów  w jednej osobie. Pierwsza generacja – rekiny-rabusiowi, druga -  rozwój biznesu, trzecia – rodzina trzymająca władzę w Ameryce. “

            Wśród dyrektorów JUKOSu pojawiają się takie osoby jak Lord Owen, były Brytyjski minister spraw zagranicznych, a z tymi z zachodnich inwestorów którzy zostali oszukani przez JUKOS Chodorkowski zawiera umowy pokojowe. Żeby Amerykanin Kenneth Dart wycofał ze wszystkich sądów swoje skargi na YUKOS i przestał publikować w gazetach całego światu artykuły o tym jak Chodorkowski oszukał jego na 100 milionów dolców, JUKOS wypłacił biedakowi od 120 do 160 milionów ale wzamian Dart zobowiązał się milczeć. Dziś ten pan nawet nie ma prawa udzielić wywiadu na ten delikatny temat. A jeszcze parę lat temu wydawca  "Business New Europe” Ben Aris został wyrzucony przez security JUKOSu z walnego zgromadzenia udziałowców JUKOSu bez względu na to że miał upoważnienie Kennetha Darta, właściciela akcji na kwotę 100 milionów dolarów.

            Kariera Michaiła Chodorkowskiego,  historia jego wzlotu i upadku jeszcze czeka na swojego biografa. Mógłby to być fajny film lub powieść sensacyjna, ale na razie bohater główny nie nakręconego filmu siedzi w więzieniu i wygląda na to że nie łatwo jemu będzie uzyskać przed terminowe uwolnienie. Pozostaje pytanie: po co poszedł siedzieć prawie dobrowolnie, przecież miał możliwość dogadać się z Putinem lub po prostu opuścić kraj. Nie chciał. Moim zdaniem  po prostu obraził się. Głupio, ale właśnie w ten sposób to wygląda.  Usiłował zmienić ustrój polityczny w Rosji żeby zostać  władcą ogromnego kraju, chciał sprzedać JUKOS który dostał od państwa w prezencie korporacjom międzynarodowym. Chodorkowski zapomniał że nie wolno rzucać kamienie w dom sąsiada jeżeli mieszkasz w szklanym domie. Sprawa Chodorkowskiego zmieniła Rosję i nie jestem pewien że w najlepszy sposób. Ale współautorem tych zmian został właśnie Chodorkowski.  



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 stycznia 2011 13:51
  • niedziela, 02 stycznia 2011
    • Za co siedzi Chodorkowski? Cz.II


       Ten uśmiechnięty elegancki pan wie czego chce

      Pięć staruszków – jeden rubel

          Duże pieniędzy wymagały nowego szyldu i    dywersyfikacji   biznesu. Po to został założony nowy centrum  „Międzybranżowe naukowo-techniczne programy” – w skrócie po rosyjsku MENATEP. Konkurencja na rynku usług finansowych w których    specjalizował    się Chodorkowski wzrosła i prowizji w transakcjach tego typu spadła aż do 3-5%. Zaczęł się nowy etap w biznesie – import. Pieniędzy zarobione w „pralnie”  były wykorzystane dla zakupu za granicą dotąd nie znanych w Rosji towarów – komputerów. Marża w tym handlu wynosiła setki procentów.  Ale na liście towarów importowanych do Rosji zespół Chodorkowskiego bez żądnych skrupułów   umieścił i mniej technologiczne –  na przykład Cognac „francuski” Napoleon bezpośrednio od producenta w Polsce etc. W grudniu 1988 Chodorkowski zakłada bank MENATEP i zauważa że naród radziecki ma niezłe oszczędności „pod materacem”. W ten sposób powstaje chyba pierwsza w byłym ZSRR piramida finansowa. Slogan reklamowy tej piramidy był taki: „Idziemy do rynku z prędkością 15 milionów rubli na godzinę”. Niestety po drodze z taką niesamowitą prędkością kilka milionów osób nie wytrzymały tempo i odpadły. Ten fakt że nie zdążyły zachować przy tym swoje  oszczędności MENATEP jakoś nie zasmucił tym bardziej że kapitał banku w ten sposób podwoił się. Hasło tej operacji finansowej było „Pięć staruszków – jeden rubel”.  

      Biznes-projekt „Władza” 

            
            Na początku lat 90-ch byli komsomolcy już mieli pieniędzy więcej niż byli w stanie wydać. Trzeba było inwestować.  Chodorkowski   zostaje doradcom premiera FR Iwana Siłajewa, w 1992 – szefem Funduszu na rzecz rozwoju inwestycji w branży energetycznej w randze Wice-ministra energetyki FR.  Na spotkaniu  przedstawicieli biznesu z prezydentem Jelcynem na Kremlu  Chodorkowski ogłasza że biznes powinien iść do przemysłu bo wstyd jemu mówić rodzicom że zarabia handlem. Jak tylko zaczęła się prywatyzacja MENATEP kupuje wszystko co się da: Zakłady nawozów sztucznych, Huty miedzi, Zakłady rur, przemysłu spożywczego i tak dalej.  Ale najbardziej mocnym ruchem  MENATEPu został udział w tak zwanych „Aukcjach zastawowych”. Rząd Rosyjski potrzebował forsy natychmiast, budżet był pusty jak sklep z kiełbasą  za komunę i w tej sytuacji genialny kombinator Władimir Potanin (obecnie jedyn z oligarchów Rosyjskich), jak plotkują ludzie z otoczenia Jelcyna, wymyślił ten bardzo dziwny sposób na  pozyskanie pieniędzy dla państwa.  Rząd ogłosił aukcję na której firmy prywatne proponowały rządowi pożyczki z bardzo niskim oprocentowaniem. Rząd swoją drogą proponował prywaciarzom  zastawy w postaci akcji najbardziej pożądanych przez nich przedsiębiorstw.    Najsmacznieszym kawałkiem tego tortu narodowego okazał się właśnie JUKOS – druga co do wielkości firma ropowa w Rosji. Konkurencja w postaci konsorcjum w składzie INKOM BANKu, Alfa-banku i banku „Kredyt Rosyjski”  zaproponowała za tą perłę przemysłu ropowego „aż”  350 milionów dolarów. Ale pamiętajmy o stanowisku  które  już wtedy zajmował  Michaił Chodorkowski – był szefem Funduszu na rzecz rozwoju inwestycji w branży   energetycznej. Właśnie tej instytucji państwowej rząd zlecił organizację przetargu. W skutku ustawionego przez Fundusz przetargu oferta konkurentów została unieważniona z powodów formalnych i JUKOS dostał faktycznie w prezencie  MENATEP za śmieszną  kwotę  159 milionów. Ale to było dopiero 45% udziałów. W ciągu trzech lat MENATEP drogą dodatkowej emisji akcji został większościowym udziałowcom mając 90% udziałów. W ten sposób zaczęła się wielka światowa kariera Michaiła Chodorkowskiego
                                                                 cdn

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 stycznia 2011 18:06
  • środa, 29 grudnia 2010
    • Za co siedzi Chodorkowski? Cz.1

       
               O czym marzył ten 
            sympatyczny chłopak?

            Sprawa  Michaiła Chodorkowskiego, kiedyś najbogatszego człowieka w Rosji, dziś podzieliła nie tylko Rosjan ale i cały świat. Ten jeszcze całkiem nie stary człowiek został chyba najbardziej znanym więźniem w świecie. Jedni uważąją go za więźnia sumienia który trafił za kratkę za swoje przekonania polityczne, inni – za złodzieja który okradł cały ogromny kraj. W Rosji jak w każdym kraju postkomunistycznym nie lubią bogatych ale dla części Rosjan Chodorkowski został znamieniem opozycji która demonstruje przed gmachem sądu i żąda w taki sposób jego uwolnienia. Mam swoje zdanie na ten temat i chciałbym podzielić się nim z polskim czytelnikom. Sprawa Chodorkowskiego jest zbyt złożona żeby odpowiedź na pytanie „Za co?” była krótka i jednoznaczna. Najpierw sprobójmy zajrzeć w przeszłość Michaiła Chodorkowskiego żeby znaleźć odpowiedź na pytanie: W jaki sposób można było zostać oligarchom w Rosji w czasie transformacji?
            Pierwsze pieniędzy Misza zarobił w wieku 12 lat w piekarnie  koło domu. Rodzina Chodorkowskich nie była biedną, chłopak chyba po prostu potrzebował forsy na jakiś własne cele. Będąc studentem Moskiewskiego Instytutu Chemii i Technologii Michaił został liderem jednostek studenckich budowlanych (za komunę był w ZSRR taki ruch młodzieżówki komunistycznej). To była jedyna możliwość dla biednych radzieckich studentów porządnie zarobić  w okres wakacyjny. Jak wszystko w tych czasach „sztuka zarabiania’ polegała na oszustwie: trzeba było kombinować z papierami, dogadywać się z szefostwem,  żeby „uczciwie” podzielić nie zarobione pieniędzy. Przypuszczam że właśnie w tym okresie Chodorkowski nauczył się temu co później pozwoliło jemu stworzyć własny imperium znany dzisiaj na całym świecie jako JUKOS.  
            Kiedy zaczęła się Gorbaczowska „pieriestrojka” Michaił Chodorkowski był już gotów zarabiać naprawdę duże pieniędzy. W roku 1987 drugi sekretarz Frunzeńskiego komitetu rejonowego Komsomołu (WLK SM – Ogólnokrajowy Leninowski Związek Młodzieży Socialistycznej) Moskwy Chodorkowski razem ze swoim przełożonym pierwszym sekretarzem komitetu Sergiejem Monachowym  zarejestrował  Naukowo-Techniczny Centrum Twórczości Młodzieży. Faktycznie żadna twórczość młodzieżowa nie miała nic wspólnego z działalnością tego Centrum.  Chodorkowski razem z kolegami zarabiał w bardzo prosty lecz skuteczny sposób. Pośrednictwo w branży finansowej tych lat polegało na tym że tylko i wyłącznie komsomolscy biznesmeni mieli prawo prowadzić działalność gospodarczą. Na przykład bogata firma państwowa  kupuje ot innej firmy państwowej pewne usługi (powiedzmy, wysłać na badania lekarskie do specjalistycznego szpitala swoich pracowników). Jak na tym może zarobić taki Chodorkowski?  Jak nie ma co. Firma podpisuje umowę na usługi medyczne z Centrum Komsomolskim, ten, swoją drogą – ze szpitalem. Biedni lekarze robią co do nich należy, firma państwowa płaci komsomolcom. Dowcip polegał na tym że  obroty pieniężne w tych czasach były bezgotówkowe ale komsomolcom było dozwolono pobierać z konta gotówkę. Reszta – sprawa techniczna. Pobieramy z konta cash, dzielimy na trzy części – 20%  na łapówkę dyrektorowi firmy państwowej, 30% - lekarzom i 50% - na rozwój twórczości młodzieży socjalistycznej. Właśnie w takiej pralnie pieniężnej Chodorkowski zarobił swoje pierwsze grube pieniędzy. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      środa, 29 grudnia 2010 17:47
  • poniedziałek, 27 grudnia 2010
  • niedziela, 26 grudnia 2010
    • Wybór Białorusinów a przyzwyczajenia Łukaszenki


            Cóż, co się stało to się stało – chyba wszystkim na razie pozostaje tylko przyjąć do wiadomości ten nieprzyjemny fakt że Baćka  utrzymał się na stanowisku prezydenta i teraz trzeba po prostu jakoś z tym żyć dalej. Ale najpierw sprobójmy zrozumieć jak doszło do tej strasznej krwawej Niedzieli 19 grudnia w Mińsku.
            Dla mnie wciąż pozostaje zagadką po co Baćka urządził krwawą łaźnię, co tam nie mów, swojemu narodowi. Na Białorusi Łukaszenko cieszy się stałym poparciem ponad połowy obywateli kraju. Jest to niezrozumiała dla Europy ale szczera prawda i nic nie zmienia ten fakt że nas wszystkich ona w oczy kolę. W związku z tym pozostaje tylko przyrównać nielogiczne zachowanie ostatniego (?) dyktatora Europy do historii bohatera  opowieści satyrycznej wielkich rosyjskich pisarzy Ilji Ilfa i Eugeniusza Pietrowa „Złote cielę” Szury (Aleksandra) Bałaganowa. Ten drobny kieszonkowiec dostaje od kumpli zawrotną kwotę pieniędzy, wsiada z nimi do tramwaju i kradnie jakiejś babci portfel z drobnymi. Kiedy jego zaczynają bić oburzeni pasażerowie biedak krzyczy: „Nie chciałem, zrobiłem to machinalnie, z przyzwyczajenia!” Myślę że to jest jedynie możliwe wyjaśnienie absolutnie alogicznej brutalności Łukaszenki gdyż tak czy owak na pewno wygrałby te wybory bez żadnego użycia siły i fałszerstw wyborczych. Z góry przepraszam bezwinne ofiary reżymu ale właśnie w ten sposób to widzę.
            Rosja już uznała wybory na Białorusi za demokratyczne i szczerze mówiąc nie miała za dużo wyboru. W szachach taka sytuacja nazywa się Zugzwang , czyli ruch przymusowy. Nie wiem jak takie porównanie odbierze Zbigniew Brzeziński, autor  „Wielkiej Szachownicy” jeśli broń Boże przeczyta mój tekst, ale to właśnie on  inspirował mnie do tej metafory. Związek Rosji z Białorusią  przypomina nieudane małżeństwo z rozsądku i jak w każdym małżeństwie nie jest łatwo ani rozwieść się, ani podzielić majątek. W języku rosyjskim „małżeństwo z rozsądku” brzmi jak „małżeństwo z obliczenia” i w Rosji istnieje taka anegdota: „ Czy może być udane małżeństwo z obliczenia? Może, jeśli obliczenie było prawidlowe”. Śmiem twierdzić że owe obliczenie nie było prawidłowe od samego początku. Sentyment który wzajemnie łączy Rosjan i Białorusinów został cynicznie wykorzystany przez Łukaszenko. Ten były dyrektor sowchozu (w Polsce to się nazywało PGR) zachował mentalność  sowieckiego wieśniaka ale dołączył do niej dużo nowych współczesnych cech, niestety nie najlepszych. Ten pan oszukał wszystkich – Rosję z uznaniem Abchazji i Osetii Południowej, UE – ze Wschodnim Partnerstwem. W perspektywie historycznej niewątpliwie  jest skazany na porażkę ale ile jeszcze potrafi narozrabiać zanim historia go wyrzuci na śmietnik – nikt nie wie.  
            Pamiętając że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, miejmy nadzieję że Polska razem z Rosją  znajdą  jakiś wspólny sposób na Baćkę (bo Polska też ma swoje interesy w tym kraju – polska mniejszość, gospodarka etc.) W końcu nic tak nie łączy jak wspólny wróg, a jestem pewien że Łukaszenko zasługuje na ten tytuł. Co do narodu Białoruskiego szczerze życzę jemu żeby 19 grudnia  został  ostatnią krwawą niedzielą w tym bratnim kraju, lepiej może w ogóle ostatnim krwawym  dniem.
            Nie znam języka Białoruskiego, ale jednego zdania nauczyłem się: Живе Беларусь!


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 grudnia 2010 13:29
  • wtorek, 21 grudnia 2010
    • „Wybory” na Białorusi. (Gdy się farsa zmienia w dramat)

                                Czy te oczy mogą kłamać?

            Kiedy 30 października b.r. pisałem  o Minśkim cyrku  nawet nie byłem w stanie wyobrazić sobie ze wszystko skończy się tak źle. Skrytykowałem wizytę ministrów spraw zagranicznych Niemiec i Polski do Mińska zarzucając panam Sikorskiemu  i   Westerwelle    udział w przedstawieniu cyrkowym pod dyktando ostatniego dyktatora Europy. Łukaszenko sprytnie wykorzystał wizytę dwóch ministrów Krajów Unijnych żeby zademonstrować wyborcom że z Zachodem on się dogada. Przy okazji też dokopał Rosji – żeby na Kremlu nie myśleli że za bardzo jemu zależy na stosunkach ze Wschodnim Bratem. To co się stało w niedziele 19 grudnia chyba ostatecznie pozbawiło złudzeń wszystkich kto usiłował dogadać się z Baćką przed wyborami i nawet oferował dyktatorowi niebagatelną kwotę wzamian za uczciwe wybory, ale jak się okazało nie wszystko na Białorusi można kupić za 3 miliardy dolarów. 
            Nie będę komentował  przebieg  Białoruskich wyborów gdyż prasa polska (i nie tylko)  jest przepełniona  relacjami z Mińska i komentarzami na ten bolesny temat. Teraz po tym jak farsa zamieniła się w dramat dużo bardziej ciekawym tematem jest temat przyszłości, czyli jak Zachód zamierza ułożyć się z „nowym” prezydentem Białorusi. Nie mam cienia wątpliwości że jakiś układ Łukaszenka z Zachodem już się szykuje.             Kiedy sarkastycznie wypowiadałem się na temat Unijnych ministrów w Mińsku chyba nie miałem racji ponieważ w tym momencie nie wiedziałem o wcześniejszej wizycie do Białoruskiej stolicy  reprezentacyjnego zespołu z Waszyngtonu. W ciągu trzech dni z 12 po 15 grudnia w Mińsku były goszczone  eksperci wpływowych Amerykańskich think tanków mianowicie  CSIS (Centre of Strategic and    International   Studies)    głową którego jest John J. Hamre,  były Wice-szef Pentagonu,     Congressional Research Service  (ma 700  pracowników i  roczny budżet 100 milionów dolarów) i Carnegie Endowment,  The    Heritage    Foundation    Nuclear Threat Initiative,  Institute for New Democracies (IND), których chyba nie ma sensu przedstawiać. Ambasada USA w Mińsku oficjalnie ogłosiła że rząd Stanów Zjednoczonych nic wspólnego z tą wizytą nie ma. W trakcie  wizyty odbyły się spotkania z    kierownictwem MSW, MON, MSZ, posłami Parlamentu i nawet z prezydentem  niepodległej Białorusi. Żadnych kontaktów z  opozycją Amerykańscy eksperci  nie mieli. Po co Amerykanie odwiedzali Mińsk w trzy dni przed wyborami? Nie wiem. Żadnej informacji na ten temat w prasie nie ma. 
            Ale jeszcze znany ze swoich podstępnych sztuczek kardynał     Armand-Jean du Plessis de Richelieu miał zwyczaj mawiać że najlepszym szpiegiem jest – logika. Właśnie logika podpowiada że wizyta ta nie była przypadkowa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 grudnia 2010 20:49
  • niedziela, 19 grudnia 2010
    • Zamieszki w Moskwie 2. Wersja spiskowa.

            
            Wczoraj w  Moskwie  zatrzymano przez milicję ponad 1000 osób pod  zarzutem  udziału  w  zamieszkach przed gmachem telewizji w Ostankinie i na placu koło Dworca Kijowskiego. Milicji udało się powstrzymać tłumy młodzieży i uniknąć tragicznych konsekwencji, ale ranni znów są. Wbrew mojemu odczuciu sytuacji - w Rosji (przynajmniej w Moskwie) chyba powstaje społeczeństwo obywatelskie ponieważ     Internet Community udało się znaleźć  jednego z organizatorów (raczej chyba wykonawcę krwawego pomysłu na razie bliżej nieznanych inspiratorów). Jasne że w takiej ostrej sytuacji nie brakuje spekulacji na temat pomysłodawców tych wydarzeń (najwięcej głosów zebrał Wasilij Jakiemienko – szef młodzieżowki „Jednej Rosji”) ale na razie jest za wcześnie na konkluzję. Poniżej przedstawiam Państwu materiał dowodowy.


        Ten miły chłopak nazywa się Lewan Arzumanian. Jest studentem wydziału
           socjologii Uniwersytetu Moskiewsiego i "ruskim faczystą" jak widać.

                                          Odważny  Lewan  pozuje dla dziennikarzy

                                         Brutalnie pobity przez milicję Lewan
                                 
              Na tym zdjęciu już jest po jednej stronie z młodzieża Kaukazską

            A tu pan Arzumanian ubolewa z powodu śmierci kibola Jegora Swiridowa 

            Ten dziwny facet ktory raz jest faszysta, raz kaukazcem, raz kibolem według dochodzenia społecznego prowadzonego w sieci zeszłym rokiem odpoczywał na jeziorze Seliger razem z panem Jakiemienko i jego zespołem "Nasi". Ruski faszysta z nazwiskiem Arzumanian jest tak samo smieszna sprawa jak prezenter Radio Maryja  z nazwiskiem Levy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 grudnia 2010 13:02
  • piątek, 17 grudnia 2010
    • Jakie wartości – tacy sojusznicy cz.II



       Karykatura R.Dąbrowskiego z blogu  http://remekdabrowski.blox.pl  umieszczona tu za uprzejmym zezwoleniem autora  


            Polska polityka zagraniczna po zmianie warty w Pałacu Prezydenckim zmieniła tak naprawdę  tylko styl.  Zamiast  panicznych krzyków o niebezpieczeństwie płynącym ze Wschodu pojawiły się uśmiechy na twarzach pierwszych osób państwa  skierowane do pierwszych osób Rosji ale merytorycznie zmieniło się niewiele. Polska zachowuje     stronniczość wobec Rosji i Niemiec,   trwają dziwne rozmowy o „rosyjsko-niemieckim kondominiumie”, poszukiwanie  zapomogi za oceanem. Nie jestem obywatelem polskim i z tego powodu proszę mnie wybaczyć że wtrącam się w polską politykę ale kocham Polskę i życzę jej jak najlepiej. Moim zdaniem miejsce Polski jest w Europie i właśnie tu znajdzie Polska gwarancji bezpieczeństwa, rozwoju gospodarczego i co jest może najważniesze - poczucie rodziny. 
            Miałem zamiar napisania większego artykułu gdyż jak mi się wydaję mam dużo do powiedzenia na ten bardzo ważny dla mnie osobiście temat, ale znalazłem artykuł Leszka Sykulskiego GEOPOLITYCZNE MITY GEORGE’A FRIEDMANA     (do lektury którego Państwa zachęcam)  i zrozumiałem że lepiej chyba nie napiszę : 
           „Trzeba podkreślić, że główną osią Friedmanowskiej manipulacji jest prawie całkowite ignorowanie Unii Europejskiej jako niezależnego ośrodka siły i rozpatrywanie rzeczywistości wyłącznie przez pryzmat państw narodowych, co jest jawnym anachronizmem. Stąd tak usilne forsowanie kodu geopolitycznego, zgodnie z którym Polska, dokładnie jak w okresie międzywojennym, ma być zagrożona przez oś Berlin-Moskwa. Takie straszenie blokiem niemiecko-rosyjskim jest nieodłącznym elementem wpływania przez Waszyngton na polski establishment.”
           I dalej:
           „To nie położenie geograficzne „między Niemcami i Rosją” jest zagrożeniem dla Polski, lecz nieodpowiedzialna, egzaltowana polska polityka, tkwiąca jedną nogą na początku wieku XX, a nawet jeszcze w wieku XIX, nie uwzględniająca koniunktur geopolitycznych, żywiąca się swojskim „chciejstwem” i narodowymi mitami. Kreowanie głównych wektorów polskiej polityki zagranicznej przez „pasażerów martwej wizy”, próbujących urzeczywistnić antykwaryczne wizje sprzed wieku, pod dyktando takich specjalistów jak dr George Friedman, starających się „rozgrywać” integrującą się Europę, może doprowadzić do   destabilizacji    geopolitycznej naszej części kontynentu. Należy pamiętać, że błędne odczytywanie procesów geopolitycznych, przenoszenie ocen sprzed wieku do współczesnych realiów, prowadzi wprost do katastrofy. W tym sensie, parafrazując słowa Józefa Szujskiego, można powiedzieć, że „fałszywa geopolityka staje się mistrzynią fałszywej polityki”.
           Nie mogę oprzeć się pokusie zapoznać Państwa również  z opinią Cezaria Michalskiego:     
           „Jak daleko można jeszcze powędrować w szaleństwo? Czy Polska to zawsze będzie dziecięca krucjata prowadzona przez paru cyników grających na bębnach? Właśnie dlatego nie chciałbym, żeby najbardziej szkodliwy mit, najbardziej cyniczne powstańczo-smoleńskie kłamstwo, znowu stał się w Polsce dla kogokolwiek przepustką do władzy”.

           Jest jeszcze jeden myśliciel Polski zdanie którego jest bardzo ważne w tym temacie: 

            „Nie ma już ułańskiej Polski. Nie można kierować się w polityce mitami, nawet gdy jest to piękny mit Polski bohaterskiej”. 
            
            Państwo chyba nie uwierzy, ale powiedział to w roku 1992 nikt inny jak pan Jarosław Kaczyński. To zdanie powinien umieć na pamięć każdy Polski polityk.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      piątek, 17 grudnia 2010 14:50
  • środa, 15 grudnia 2010
    • Jakie wartości – tacy sojusznicy cz.I

       Karykatura R.Dąbrowskiego z blogu  http://remekdabrowski.blox.pl  umieszczona tu za uprzejmym zezwoleniem autora  

            Dopiero umiłkly fanfary po wizycie Rosyjskiego prezydenta w Warszawie jak obydwa przywódcy krajów, stan stosunków między którymi można określić jako zimne i niepewne pojednanie, odleceli każdy w swoją stronę – przywódca słowian zachodnich  - za ocean, wschodnich – dużo bliżej – do Brukseli. Tak dziwnie zapłanowana wizyta D.Miedwiediewa stworzyła wrażenie jakby każdy z prezydentów potrzebował spotkania z kolegą akurat przed tym drugim spotkaniem – Komorowski z Obamą, Miedwiediew – z liderami UE. Co do Miedwiediewa tu wszystko jest proste jak drut („Gospodarka, głupcze!” Czyli zgoda UE na przystąpienie Rosji do WTO). Co do wizyty Komorowskiego w Washingtonie  jasne jest że była to rutynowa wizyta prestyżowa po objęciu urzędu prezydenckiego, ale pewne szczegóły tej wizyty wymagają komentarzu. Polska od dawna wywiera presję na swoich Amerykańskich sojusznikach  w sprawie zniesienia wiz. Nie jestem pewien że użyłem właściwego słowa. Ale kiedy ktoś tyle lat powtarza swoją uprzejmą prośbę tak czy owak to już presja. To jest sprawa między Polską a Ameryką i nie obchodzi inne kraje. Rozumiem że to obrażające że prezydent Komorowski miał kilka nieprzyjemnych minut wypełniając wniosek wizowy o czym szczegółowo opowiedział w swoim wywiadzie. Ale jest inna sprawa poruszona przez prezydenta Polski w Białym Domu. Chodzi mnie o F-16 które nie wiadomo czy będą one w ogóle stacjonowały w Polsce i czy będą uzbrojone czy nie. Z tym że Komorowski żąda właśnie uzbrojonych. Nie za bardzo rozumiem przed kim F-16 muszą bronić Polskę. Aż strach pomyśleć że właśnie przed tym krajem prezydent którego dopiero odwiedził Pałac Namiestnikowski. Tutaj trzeba zaznaczyć że właśnie z tym krajem Polska dąży do pojednania.

            Nie będąc zwolennikiem PiSu jednak muszę przyznać że Jarosław Kaczyński  jest w swojej wizji polityki zagranicznej jak najbardziej konsekwentny – nie chce żadnego pojednania z Rosją, uważa ten kraj za zagrożenie dla Polski, obarcza Rosję winą za katastrofę Smoleńską etc. Są to bredni ale bredni konsekwentne. Polityka zagraniczna prezydenta Komorowskiego jest dla mnie nie zrozumiała. Z jednej strony uroczyste przyjęcie Miedwiediewa w Warszawie, rozmowy o pojednaniu, z drugiej – żądanie  od Amerykańskich sojuszników dodatkowych środków obronnych jakby artykuł 5 Traktatu Waszingtońskiego był niewystarczającą gwarancją bezpieczeństwa RP. Odnosząc sie do słynnego artykułu Kaczyńskiego „ Sojusznicy i Wartości” nasuwa się pytanie: „Jakie wartości wyznaje prezydent Komorowski?”  

      (cdn) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      środa, 15 grudnia 2010 11:49
  • niedziela, 12 grudnia 2010
    • Zamieszki w Moskwie


            Według Komendy Głównej milicji Moskiewskiej wczoraj ponad 10 000 kiboli wzięli udział w zamieszkach na placu Manieżnym w centrum Moskwy. Kilka dni temu jeden z kiboli moskiewskiego "Spartaka" został zabity przez  mieszkańca republiki Kabardyjsko-Bałkarskiej. Morderca użył broni nieletalnej rzekomo w obronie własnej, ale skutek był śmiertelny. Do protestujących kiboli dołączyli się nacjonaliści ze sloganem "Rosja dla Ruskich". Są ranni.
            Tak to wyglądało.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 grudnia 2010 10:01
  • piątek, 10 grudnia 2010
    • Studenci jako wskaźnik rozwoju cywilizacji


        

      Ostatnie protesty brytyjskich studentów doprowadziły do zamieszek czym  przyciągnęły uwagę wielu komentatorów, usiłujących zrozumieć przyczyny tego zjawiska i jak one odnoszą się do sytuacji politycznej i gospodarczej w Europie.

            To co się stało w listopadzie w Wielkiej Brytanii ma swoją historię, która łączy brytyjskie doświadczenie z sytuacją w innych krajach europejskich. Oprócz  pamiętnych zamieszek studenckich w Grecji, Włoszech, Francji i Serbii, dwudziesty pierwszy wiek przyniósł falę protestów młodzieży w Kanadzie i Ameryce Łacińskiej. Wszystkie te wydarzenia łączy ten fakt że ich powodem jest niezadowolenie młodzieży z warunków ekonomicznych życia w tych krajach. Bunt "generacji  półtora tysiąca euro "- desperacka próba młodych ludzi znaleźć należne im miejsce w społeczeństwie konsumpcyjnym. Półtora tysiąca euro - to średnia pensja młodych pracowników po studiach na uniwersytecie europejskim. Na takie pieniądze w Europie przeżyć jakoś można ale kupić przyzwoity dom, samochód i utrzymywać przeciętny  europejski poziom  godnego życia - trudno. Światowy kryzys gospodarczy uderzył w młodych ludzi, pozbawiając  nadziei  znaleźć swoją niszę w europejskim establishmencie.         Unia Europejska ma coraz większe trudności w sferze ekonomicznej, najbardziej atrakcyjnym sektorze projektu europejskiego. Czuła na niesprawiedliwość społeczną młodzież jako pierwsza wyszła na ulice. Jeśli dwa lata temu motywem rewolty studenckiej była niemożliwość dostać przyzwoicie płatną pracę po studiach, obecnie zagrożona jest sama możliwość uzyskania wyższego wykształcenia. Czesne zaczyna być barierą dla młodzieży z ubogich rodzin. Nierówność ekonomiczna zaczyna być przyczyną nierówności  społecznej i politycznej, a to stanowi zagrożenie dla podstaw systemu politycznego.
            Rok 1968, który wszedł do historii XX wieku jako rok buntów studenckich, zasadniczo  różni się od sytuacji dzisiejszej. Najbardziej znanymi  z tych zdarzeń  krajami były  Francja i Polska. Paryska Sorbona płonęła światłem podpalonych przez studentów samochodów.  Uniwersytet Warszawski został zapalnikiem zderzenia  studentów  z polską milicją. Przyczyną tych legendarnych wydarzeń był nie stan  gospodarki. Młodzież w Europie sprzeciwiła się systemom politycznym. We Francji była to raczej lewica, w tym trockiści. W Polsce - według dzisiejszych politycznych klasyfikacji raczej prawica, protestująca przeciwko totalitaryzmu komunistycznego typu.Pomimo tej różnicy pozornie radykalnej to była wałka  z reżimem politycznym w swoich krajach.  Wynik? Polski socjalistycznej już nie ma gdyż KOR  Adama Michnika i Jacka Kuronia został  detonatorem  "Solidarności"  Lecha Wałęsy. W skutku upadł socjalizm nie tylko polski, upadł cały obóz socjalistyczny, razem z murem Berlińskim. Przywódcy rebeliantów dziś są częścią establishmentu nowoczesnej Europy. Joschka Fischer i Daniel Cohn-Bendit, Adam Michnik i ś.p. Jacek Kuroń dzisiaj są znani w całej Europie. Całkowicie zmienili skali wartości społecznych i politycznych nie tylko w swoim kraju.
            Czy współcześni rebelianci powtórzą ich los? Nie wiem. Można być pewnym tylko tego że  bunty studenckie wyraźnie wskazują na wektor rozwoju cywilizacji europejskiej. Ci z obecnych przywódców ruchów studenckich, których nazwisk nawet nie znamy, za  trzydzieści czy czterdzieści lat zmienią oblicze Europy. Możemy się tylko domyślać, jak to będzie.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      piątek, 10 grudnia 2010 18:14
  • środa, 08 grudnia 2010
    • Lenina wysadzono w powietrze


            W mieście Puszkin niedaleko Sankt-Petersburgu wysadzono w powietrze pomnik Leninowi. Wszystko jest w porządku, ofiar nie ma. Przywódca światowego proletariata utrzymał sie na coklu ale teraz pomnik jest do wymiany. Wymiana jest kosztowna i burmistrz miasta nie jest do końca zdecydowany czy w ogóle to ma sens.


            Kiedy 1 kwietnia 2009 wysadzono w powietrze pomnik Leninowi koło Dworca Fińskiego w centrum Petersburga wyglądało to w ten sposób


                  Zdięcie ze strony demotivators.ru Nadpis "Zobać jasną przyszłość".

            Sprawcy nie zostali schwytane, rekonstrukcja kosztowała niecałe 300 000 dolarów. Humor sytuacji polega na tym że Sankt-Petersburg - to były Leningrad. Ktoś nie daje spokoju Włodzimierzowi Iljiczowi nawet w jego "własnym" mieście.
       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      środa, 08 grudnia 2010 20:25
  • niedziela, 05 grudnia 2010
    • Wikileaks a wartości liberalne.


            Julian Assange ostatnio został chyba najbardziej popularną osobą w świecie. W każdej gazecie w każdym języku dzisiaj można przeczytać co i komu powiedział prezydent Francji, jak zachowuje się prezydent Azerbejdżanu, w czym Putin jest silniejszy od Miedwiediewa i dla czego trzeba natychmiast zbombardować Koreę Północną.  Assange zrobił  co nakazuje obowiązek dziennikarza - ujawnił informację którą otrzymał ze źródła które nie ma obowiązku ujawniać (w ten sposób traktuje taką sytuację prawo  w całym świecie cywilizowanym).  Assang`owi należę się pomnik przy budynku Departamentu Stanu w Washingtonie żeby dyplomaci kraju który uważa się za lidera wolnego świata do końca życia pamiętali i dzieciom swoim przekazali że jeszcze z  Ewangelii  jest powszechnie wiadomo że  "nie ma niczego tajemnego, co na jaw nie wyjdzie". Nie jest ważne co konkretnie ujawnił Assange, natomiast wydaje się bardzo ważna reakcja rządów większości krajów i tak zwanych analityków  krajów Zachodnich. Jest ona obrzydliwa. Mało tego że Assange jest obwiniony o gwałt (?) i ściga go Interpol listem gończym po całym świecie. Cały chór zachodnich barbarzyńców (jak dziwnie to brzmi!) żąda krwi założyciela WikiLeaks. Nie jest to żadna hiperbola. Doradca premiera Kanady Stephena Harpera wzywa do zabójstwa Assange`a, dobrze wszystkim znana Sara Palin uważa że USA powinny ścigać Assange`a "tak samo jak ścigamy Al-Kaidę lub talibów".  
            Chciałbym zapytać tych wszystkich kto chce pozbawić wolności i nawet życia człowieka który po  prostu wykonał swój obowiązek obywatelski lub w szerszym rozumieniu dziennikarski. Co tam z wolnością słowa i dostępem do informacji  czyli odpowiednio z Pierwszą Poprawką do Konstytucji Stanów Zjednoczonych? Może  jest już nieważna? Nie znalazłem ani w prasie Amerykańskiej, ani prasie światowej żadnych zarzutów pod adresem Madame    Secretary of State. Może trzeba było lepiej pilnować swoich tajemnic dyplomatycznyh albo jeszcze lepiej pisać swoje raporty w sposób bardziej elegancki?
            Chyba faktycznie świat schodzi na psy gdyż "Trwa pościg Za kasą, pozycją, dupami. Gdzie ludzie rozminęli się z wartościami".    Jak by tam nie było  Wikileaks przyczynił się do 11 września tylko nie dyplomacji, lecz wartości liberalnych. Ojczyzną wszystkich "Gate`ów" poczynając od "Watergate" i "Irangate"   są Stany Zjednoczone. Gate - to w języku angielskim (jak kto nie pamięta) to brama. Życzę z całego serca wielkiemu narodowi Amerykańskiemu żeby po tym dzisiejszym Cablesgate brama wolności w tym kraju pozostała otwarta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 grudnia 2010 17:25
  • piątek, 03 grudnia 2010
    • Reset polityczny - najlepiej po resecie gospodarczym

         
       Dawid  Jakobaszwili sprzedał firmę i chyba nie żaluje

            Dzisiaj moskiewski dziennik "Wiedomosti"   poinformował czytelników o bardzo ciekawym wydarzeniu na giełdzie Rosyjskiej RTS: światowy potentat Amerykański Pepsi Co kupił 66% udziałów w największej Rosyjskiej firmie producencie wyrobów mlecznych i soków "Wimm-bill-dann" za 3,8 miliardów dolarów. Pepsi Co ma zamiar wykupić resztę udziałów od innych udziałowców żeby zostać 100% właścicielem Rosyjskiej firmy. W ten sposób cała firma będzie kosztowała Amerykanów 5,4 miliardów dolarów, co jest drożej od oceny  The Wall Street Journal z października b.r. o 1,4 miliardów. Transakcja wymaga zgody Komisji rządowej dla spraw inwestycji zagranicznych i Federalnej Służby Antymonopolowej. To już drugi krok Pepsi Co na rynku Rosyjskim. W marcu 2008 Pepsi Co nabyła za 1,4 miliardów drugiego co do wielkości producenta soków w Rosji "Lebiedianski". Jak uważa    kierownictwo    Amerykańskiego holdingu w skutku Pepsi Co rocznie będzie zarabiać  w Rosji 100 milionów dolarów. Pierwszym efektem transakcji został wzrost notowań giełdowych  "Wim-bill-dann" o 60%. Jest to największa transakcja Pepsi Co na rynku poza granicami Ameryki i jednocześnie największa w Rosji inwestycja zagraniczna na rynku nie energetycznym.
            Jak powiedział jeszcze w roku 1953 prezes General Motors Charles Wilson:"Co jest dobre dla General Motors, jest dobre i dla Ameryki". Poparcie finansowe którego Barack Obama udzielił rodzimym producentom samochodów  w czasie ostatniego kryzysu świadczy o tym że myśl ta jest wciąż aktualna. Miejmy nadzieję że jeśli Pepsi Co dobrze czuje się w Rosji, dla całej Ameryki Rosja też już nie będzie takim straszakiem.   

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      piątek, 03 grudnia 2010 19:26
  • środa, 01 grudnia 2010
    • WikiLeaks pochlebia Putinowi



           
            Od tej pory jak poszukiwany listem gończym za gwałt (!) Julian Paul Assange zapowiadał opublikowanie przeróżnych rewelacji pochodzących z tajnej korespondencji Departamentu Stanu z niecierpliwością oczekiwałem na sensacyjne szczegóły z życia politycznego Rosji. Niestety, jestem rozczarowany ale nie tyle przez WiliLeaks ile przez działalność podwładnych Madame Secretary Clinton. Okazało się że nawet taka  bardzo poważna instytucja którą bez wątpienia jest Departament Stanu nie posiada  żadnych ciekawostek na temat  Rosyjskich liderów politycznych. Premier Rosyjski Władimir Putin może śmiało uważać że  WikiLeaks razem z Departamentom  Stanu albo strasznie go lubią, albo tak samo boją się. Czego nowego dowiedzieliśmy z tych rewelacyjnych przecieków? Putin jest uważany przez Amerykańskich dyplomatów za Batmana i złośliwie nazywany "alpha dog". Co do "Batmana" - tu nie ma co tłumaczyć, ale z "alpha dog" jest pewien problem językowy. Żeby "don`t lose in translation" jak w słynnym filmie Amerykańskim, nic z tego przezwiska jestem zmuszony do bardziej dokładnej analizy. Kilka dni temu w Sankt-Petersburgu odbył się Forum Międzynarodowy na rzecz obrony tygrysów w którym brał udział premier W.Putin. W swoim przemówieniu pan premier bardzo chwalił Leonardo DiCaprio, który, jego zdaniem jest "prawdziwym mużykiem", bo dotarł do Północnej Stolicy Rosji bez względu na awarię samolotu i do tego jeszcze obdarzył rosyjskich tygrysów milionem prawdziwych amerykańskich dolców. Słówko słangowe "mużyk" nie da się przetłumaczyć w żaden język, ale mniej więcej jest ono porównywalne z polskim "równy chłop" + maczo + alpha samiec", czyli jest bardzo podobne do angielskiego "alpha dog". 
            Tak że Departament Stanu określił Rosyjskiego premiera w ten sam sposób w który on określił Leonardo DiCaprio. Chyba takie określenie można uważać za komplement.






      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      środa, 01 grudnia 2010 19:38
  • niedziela, 28 listopada 2010
    • Miedwiediew vs. Stalin

       Michaił Fiedotow - człowiek, który potrzebuje
                                 Bożej pomocy

            Nareszcie władza Rosyjska chyba zaczyna rozumieć że jest najwyższy czas zdecydowanie przemówić  urbi et orbi (czyli do świata i do społeczeństwa Rosyjskiego) żeby w końcu ludzie zrozumieli stosunek prezydenta i premiera do Stalina, demokracji, wolności, praw człowieka i jeszcze wielu przeróżnych rzeczy którzy są podstawą każdego spoleczeństwa. Ostatnio w Rosji istnieje bardzo dziwna sytuacja: zapowiedziana przez prezydenta Miedwiediewa  modernizacja technologiczna odbywa się (tak czy owak)  w kontekście  przestarzałego systemu politycznego który swoją drogą też wymaga modernizacji. Jeżeli polityka zagraniczna Rosji istnieje i nawet  ma na swoim koncie pewne osiągnięcia, to polityka wewnętrzna raczej przypomina lodówkę w której pozostał ostatni zgniły kawałek taniej kiełbasy wyborczej.

            Uchwała Dumy na temat Katynia jest naprawdę historycznym wydarzeniem ponieważ daje nadzieje nie tylko na rozwój stosunków Rosyjsko-Polskich ale i na rozwój  społeczeństwa obywatelskiego w Rosji. Nie będę komentował samej Uchwaly gdyż znakomity komentarz na ten temat znajdziecie Państwo w tekście Piotra Maciążka  Łatwo coś zniszczyć, trudno budować  ale muszę podkreślić znaczenie tego dokumentu przede wszystkim dla Rosjan. Polskim czytelnikom chyba niełatwo wyobrazić sobie że partia Komunistyczna FR do ostatniej kropli krwi broniła w Dumie swej opinii o Katyniu (wszystkie dokumenty są sfałszowane przez nieznanych sprawców, wszystkiemu są winni hitlerowcy i inne bredni). A przecież partia ta ma nie mniej 20% poparcia wyborców Rosyjskich. Sondaż opinii społecznej przeprowadzony przez Rosyjski Lewada Centrum ujawnił szokujące dane: 48% Rosjan pozytywnie ocenia rolę Stalina w historii narodowej i tylko 33 – negatywnie. Reszta (19%) nie ma zdania na ten temat. Dzisiejszej Rosji potrzebne przede wszystkim pojednanie narodowe które musi polegać na ideologicznej detronizacji Stalina poprzez ujawnienie jego przestępstw przeciwko narodowi radzieckiego o których nawet we współczesnych podręcznikach historii mówi się bardzo niewiele i ostrożnie.

             Ostrożną nadzieję budzi pod tym względem osoba nowego Przewodniczącego Rady Prezydenckiej dla spraw rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i praw człowieka pana Michaiła Fiedotowa. Już ogłoszona została data pierwszego posiedzenia Rady w styczniu 2011 gdzie zgodnie z zapowiedzią Przewodniczącego będzie rozpatrzona sprawa destalinizacji. Pojutrze członkowie Rady muszą omówić wszystkie szczegóły na roboczym posiedzeniu na razie bez udziału prezydenta. Jestem niepoprawnym ateistom ale akurat w tym przypadku mogę szczerze powiedzieć: „Pomóż im Boże!”

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Miedwiediew vs. Stalin”
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 listopada 2010 19:15
  • czwartek, 25 listopada 2010
    • Rosja zbroi rząd Afganistanu

                     Czasem lepiej raz zobaczyć niż sto razy przeczytać:


       
      IL-76 Wojsk Wewnętrznych MSW FR 12 listopada na lotnisku międzynarodowym                         Kabulu z ładunkiem AK-47 i amunicji dla MSW Afganistanu.

      Ogółem MSW Afganistanu otrzymało bezpłatnie 20 000 AK-47 i naboje ilością 
                                      2 miliony 500 tysięcy od FR.

         Ambasador Rosji w Afganistanie Andriej Awetisjan wita załogę IL-76 który 
                                        dostarczył broń do Kabulu. 

      Wice-minister spraw wewnętrznych Afganistanu Gulam Ali Wahdat nagradza 
                         załogę Rosyjskiego IL-76 i przedstawicieli MSW Rosji

                                  A to są  pamiątki  z lazurytu


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 listopada 2010 19:50
  • wtorek, 23 listopada 2010
    • Gruzja tęskni za Rosją



        

                          Michaił Saakaszwili w trakcie wywiadu dla "Le Figaro"

           

            Wczoraj „Le Figaro” opublikowała wywiad z prezydentem Gruzji Michaiłem Saakaszwili`em pod tytułem „Gruzja wyciąga rękę do Rosji”. Dzisiaj prezydent Gruzji jest w Parlamencie Europejskim,  gdzie ma zamiar wystąpić z inicjatywą pojednania Gruzińsko-Rosyjskiego. Saakaszwili powiedział w wywiadzie dla francuskiego dziennika że „gotów jest rozpocząć rozmowy z Rosją  gdziekolwiek, bez jakichkolwiek warunków, na dowolnym poziomie.”
           Takie pokojowe zachowanie zawsze wojowniczo nastawionego przyjaciela Lecha Kaczyńskiego budzi pewne pytania ale tylko u źle informowanych francuzów. Ten kto uważnie śledzi nowości w stosunkach Gruzińsko-Rosyjskich wcale nie jest zaskoczony raptowną zmianą stanowiska Gruzińskiego przywódcy. Kilka dni temu pisałem o Gruzińskim przetargu na członkostwo Rosji w WTO. Dziś możemy dowiedzieć się trochę więcej na ten temat. 
           Okazało się że poufnym pośrednikiem w pojednaniu Gruzińsko-Rosyjskim jest niejaki Wasilij Anisimow, jeden z udziałowców Rosyjskiego giganta „Metalloinwest”. Obrót roczny tego holdingu w roku 2007 osiągnął poziom w 6,47 miliardów dolarów. Udziałowcem większościowym holdingu jest znany biznesmen Aliszer Usmanow (50% udziałów). Pan Anisimow jest właścicielem 20% akcji.  Właśnie on na początku listopada tajemniczo spotkał się w Londynie z Gruzińskim prezydentem. Głównym tematem spotkania było wznowienie stosunków dyplomatycznych dwóch krajów. Tu wszystko zależy od tego czy W.Putin wróci do Kremla w roku 2012, gdyż obecny premier nie znosi pana Saakaszwili`ego. Swoją drogą pan Saakaszwili też nie przepada za Rosyjskim premierem. Ale kiedy wchodzą w rachubę bardziej poważne rzeczy niż osobista uraza, na przykład członkostwo w WTO, wszystko jest możliwe. 
           Tutaj trzeba zaznaczyć że pan Anisimow chyba ma pewne atuty w rękawie żeby zmusić Saakaszwili`ego do współpracy. Anisimow był partnerem w interesach Badri Patarkacyszwili, gruzińskiego miliardera który zmarł w Wielkiej Brytanii na początku roku 2008. Do dziś ma znaczące wpływy funduszu inwestycyjnym Salford założonym przez Patarkacyszwili`ego. Ów fundusz ma kapitał powyżej 2,5 miliardów dolarów. Dla biednej Gruzji jest to kwota wcale nie bagatelna. Do Salford należy największy Gruziński operator komórkowy Magticom i słynny zakład wody mineralnej „Borżomi” który w skutku   wojny w Osetii Południowej stracił rynek Rosyjski. Chyba właśnie dziedzictwo po Patarkacyszwili`m może zostać „zabezpieczeniem” w negocjacjach Anisimowa z prezydentem Gruzji.
           Można zakładać że Anisimow ma nieoficjalną zgodę Kremla na tak nieformalne ruchy, ponieważ z przecieków w prasie Rosyjskiej wiadomo że ten 59-letni miliarder ma bliskie kontakty w otoczeniu prezydenta Miedwiediewa który chyba chce osobiście zajęć się sprawą przystąpienia Rosji do WTO.


                   Wasilij Anisimow - rozjemca

            Badri Patarkacyszwili - były wladca Gruzji


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 listopada 2010 21:30
  • niedziela, 21 listopada 2010
    • Nowa architektura bezpieczeństwa rodem z bezpiecznego porta Lizbony




            W tłumaczeniu z języka Fenickiego Lizbona znaczy "Bezpieczny port". Piękne miasto do dnia dzisiejszego już było Ojczyzną historycznego porozumienia - Traktatu z Lizbony, który  odnowił Unię Europejską. Teraz można powiedzieć że  Lizbona została miejscem urodzenia jeszcze i nowego kształtu bezpieczeństwa Europejskiego. Głównym osiągnięciem szczytu NATO, który odbył się w ostatnim weekendzie, jest bez wątpienia nowa Koncepcja Strategiczna Sojuszu połączona z nowym kształtem partnerstwa z Rosją. Od dziś Rosja i NATO są partnerami strategicznymi. To co się stało w Lizbonie jeszcze będzie komentowane i analizowane przez tysiące komentatorów ale na razie można tylko stwierdzić że ręka Rosyjskiego prezydenta wyciągnięta w stronę Zachodu nie zawisła w powietrzu. Uścisk dłoni z obu stron był zdecydowany i, co jest ważne, dobrze przemyślany. Fogh Rasmussen powiedział że  “The paradox is, that economic austerity will make NATO more effective, more efficient and also more engaged". Pełna zgoda, panie Sekretarze! Dziś już nikogo nie stać na przeszłą rozrzutność rodem z bogatych przedkryzysowych lat. Rosja to rozumie lepiej od innych. Związek Sowiecki, następcą którego dzisiaj jest Rosja właśnie z powodu niezliczonych wydatków na wyścig zbrojeń ogłosił upadłość. Rosja, mając owe negatywne doświadczenie, nie chce i nie jest w stanie powtarzać tych błędów. Jasne że tanie bezpieczeństwo może słono kosztować ale w realiach dnia dzisiejszego chyba wszyscy muszą nauczyć się bezpiecznie oszczędzać na bezpieczeństwie. Jak słusznie zauważył Miedwiediew koszty zbrojenia w każdym kraju odbiją się na kieszeni przeciętnego obywatela. 
            Bardzo ważne że chęć sojusznictwa z Zachodem ze strony Rosji została dobrze potraktowana przez NATO. Bardzo powolna, twardo sterowana od góry ale niemniej  zauważalna demokratyzacja wewnątrz kraju ma  teraz szansę może nawet nie przyspieszenia, lecz kontynuacji. Ale, jak wiadomo, lepszy rydz niż nic. 
            Pozostaje tylko jedno zmartwienie. Chodzi o Układ START. Prezydent Obama zdaje sobie sprawę z ważności jego ratyfikacji nie tylko dla stosunków z Rosją ale i dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Czy uda się jemu przepchnąć  START przez Kongres, czy nie? Pytanie jest prawie Hamletowskie. Prezydent Miedwiediew powiedział że będzie mu żal jeżeli to się nie uda.  Oczywiście nie będzie to katastrofą, ale pewne rozczarowanie na pewno wywoła. Pozostaje nam tylko życzyć Obamie powodzenia. No i  bądźmy dobrej nadziei.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      g.tinsky
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 listopada 2010 16:30

Kalendarz

Styczeń 2012

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny

POLITYKA WSCHODNIA kontakt z autorem: g.tinsky@gazeta.pl
Gazeta Wyborcza
 http://politykazagraniczna.blox.pl/html Gregory Tinsky

Создайте свою визитку